Zdjęcie Anny Sokalskiej fot. Aleksandra Macewicz

"Półświatek to w rzeczywistości równoległe państwo ze swoimi instytucjami. Nie może sobie pozwolić na anarchię. Zbudowanie intrygi jest więc żmudne, bo trzeba wiele razy weryfikować, czy postać X ma w tym interes, jaki jest jej nadrzędny cel i tak dalej. A do tego, żeby nie było nudno, dochodzą problemy osobiste, uczucia i warstwa symboliczna, która ukazuje ten równoległy świat gangów jako swoisty mit."

Kawiarenka Kryminalna: Jak rozpoczęła się pani przygoda z pisaniem?

Anna Sokalska: Była to dla mnie forma rozrywki. Już w podstawówce razem z koleżankami wspólnie pisałyśmy opowiadania, na przemian dopisując fragmenty. Było to ekscytujące, bo nie wiedziałyśmy, co każda z nas ma zamiar zrobić ze wspólnymi bohaterami. W gimnazjum skupiłam się już na pisaniu własnych opowiadań, i to wtedy powstał pomysł na historię z aniołami, demonami i Dzielnicami w Zaświatach, do których można się dostać, między innymi, z Wrocławia.

KK: Do świata kryminału przychodzi pani z pola fantastyki, z dorobkiem dziesięciu powieści i własnym uniwersum. Jak przebiegła ta tranzycja?

A.S.: Z mojego punktu widzenia łatwiej jest napisać kryminał, niż zbudować uniwersum takie jak Wieloświat. Świat kryminalny leży w sferze faktów – jeśli uzbroimy się w odpowiednią wiedzę, to uda nam się wiarygodnie przenieść go na karty powieści. Większą trudność niż zrozumienie gangsterskiego półświatka, policyjnych procedur i zagadnień kryminalistyki sprawia odpowiednie zakręcenie fabuły.

W przypadku kryminału klasycznego, mamy sprawcę, ofiarę i organy ścigania – tym, kto miesza, jest przede wszystkim sprawca. W historiach gangsterskich mamy interesy kilku grup, tych na górze i dole hierarchii. Jedne kierują się interesami ekonomicznymi, inne są porywcze, inne muszą umocnić swoją władzę, ale nie doprowadzić do niszczycielskiej wojny i wzajemnego braku zaufania, bo wtedy biznes nie będzie się kręcił.

Półświatek to w rzeczywistości równoległe państwo ze swoimi instytucjami. Nie może sobie pozwolić na anarchię. Zbudowanie intrygi jest więc żmudne, bo trzeba wiele razy weryfikować, czy postać X ma w tym interes, jaki jest jej nadrzędny cel i tak dalej. A do tego, żeby nie było nudno, dochodzą problemy osobiste, uczucia i warstwa symboliczna, która ukazuje ten równoległy świat gangów jako swoisty mit.

KK: Jak ocenia pani tę zmianę? Który gatunek przynosi pani więcej twórczej satysfakcji?

A.S.: W przypadku fantastyki wszystko, absolutnie wszystko leży w rękach autora. To ryzykowna wolność. Owszem, może sięgnąć po sprawdzone rozwiązania, wzorując się na przykład na motywach z gier RPG. Często jednak zwycięża pragnienie, by stworzyć własny świat, a to oznacza ustalenie wszelkich jego reguł. Jeśli na przykład wprowadza się elementy magii, koszt jej użycia oraz jej źródła powinny być jasne, jeśli bowiem w kulminacyjnym punkcie bohater nagle i bez wiarygodnego powodu zyska nieprawdopodobną moc i rozwiąże sprawę na zasadzie deus ex machina, to nie będzie to satysfakcjonujące dla czytelników.

W Wieloświecie jest o tyle prościej i trudniej zarazem, że wplatam do niego postaci występujące w mitologiach i wierzeniach właściwie całego świata – inspiruję się, więc niby mam łatwiej, ale jednocześnie dopasowanie wszystkich puzzli tak, aby tworzyły logiczną całość, jest z mojego doświadczenia trudniejsze, niż wymyślenie całości samodzielnie. A przy tym bardzo intrygujące, także dla twórcy.

KK: Zmienia pani gatunek, elementy metafizyczne pozostają.

A.S.: Korzystam z nich po trosze dla własnej przyjemności, ale przede wszystkim mając nadzieję, że staną się one frapujące dla czytelników kryminałów, którzy do tej pory być może nie mieli z fantasy po drodze.

KK: Jak zrodziło się u pani zamiłowanie do tej tematyki?

A.S.: Złożyło się na to kilka elementów jednocześnie. Jak wspomniałam, w gimnazjum zabrałam się za pierwsze opowiadanie, w którym można odnaleźć korzenie Wieloświata. Męczyłam je w kółko przez całe lata, choć było dość krótkie. Poprawiałam, przepisywałam, wzbogacałam o nowe wątki. Spojrzałam teraz do szuflady, gdzie chowam jeden z najwcześniejszych zachowanych wydruków – widnieją tam daty „październik 2003 – kwiecień 2005”. Opowiadanie, które ukazało się w „Melodii końca świata” w 2009 r. to jego chyba dziesiąta wersja, niewiele już podobna do pierwowzoru. Popkulturowa wizja aniołów i demonów nie do końca mi odpowiadała, więc starałam się sięgać do źródeł biblijnych czy do opracowań, które udało mi się znaleźć w internecie.

anna sokalska fot aleksandra macewicz main

Oczywiście im głębiej sięgałam, tym jaśniejsze się stawało, że ten worek wiedzy nie ma dna. Już po debiucie „Melodią...”, w październiku 2011 roku – wiem, bo mam zachowany paragon – dorwałam kilka pięknych tytułów z wydawnictwa Park Edukacja, a pośród nich także „Słownik wiedzy o religiach”. Był to czas, kiedy miałam gotowe powieści low-fantasy i szukałam sobie nowych tematów. Wieloświat najwyraźniej się o mnie upomniał (śmiech). Najpierw wciągnęły mnie mitologie azjatyckie, świetnie było też oglądać, jak w popkulturze japońskiej czy koreańskiej stworzenia mityczne są powszechnie wprowadzane do komiksów, literatury, filmów i seriali (nie tylko animowanych!).

I wtedy naturalnym biegiem rzeczy zwróciłam uwagę na mitologię słowiańską – może u nas też da się wprowadzić w codzienność elementy rodzimych mitów? Okazało się, że to zadanie dość trudne z uwagi na ograniczoną liczbę źródeł. Nie chciałam też iść w wersję „superbohaterską”, gdzie Perun stałby się polską wersją marvelowskiego Thora i tak dalej. Ostatecznie, po napisaniu wprawki czysto słowiańskiej („Moja ukochana zmora”), doszłam do wniosku, że nie chcę porzucać ani wątków z pierwszego opowiadania, ani tych wszystkich zasobów, które odkryłam w innych mitologiach. I tak powstał Wieloświat!

KK: Główną bohaterką „Raroga” jest policjantka Sonia Kosowicz. To postać o złożonej osobowości i skomplikowanych losach. Czy przy pracy nad powieścią psychologizm postaci to dla pani decydujący czynnik?

A.S.: Staram się, żeby każda postać miała swoją przeszłość, która wyposaża ją w cechy osobowości i w motywację, cele na przyszłość. Bez dobrze rozpisanej postaci nie ma książki fabularnej. To bohaterowie i ich interakcje, ich wybory napędzają zdarzenia. A jeśli wiemy skąd i dokąd dana postać zmierza, to psychologia jest już na wyciągnięcie ręki – odpowiednie jej opisanie uwiarygadnia całą historię i dodaje napięć.

KK: Pisanie to dla pani realizacja marzeń czy sposób na życie?

A.S.: Wewnętrzny impuls. Nie potrafię przestać pisać. Są chwile, kiedy staje się to bardzo męczące – ostatecznie ani czas nie jest z gumy, ani moce przerobowe umysłu niewyczerpane. Jednocześnie chyba nie chciałabym pisać czysto zawodowo. Musiałabym wtedy kalkulować, nie tylko ile stron dziennie (a ile książek rocznie) mam napisać, ale też jak poprowadzić postaci i zdarzenia, żeby trafiły w gusta jak najszerszej grupy odbiorców. Można tak robić – tak powstaje chociażby mnóstwo scenariuszy filmowych – i może nawet trzeba, bo masowa kultura, która dostarcza rozrywki, jest niezbędna dla naszego codziennego relaksu. Ale to nie moja bajka. Ja lubię wyszukiwać dziwne tematy, kolekcjonować nieoczywiste postaci, motać w języku i ryzykować z przełamywaniem schematów.

KK: Czy doświadczenie zawodowe zdobyte w profesji radcy prawnego przydaje się w karierze pisarskiej?

A.S.: Powiedziałabym, że na odwrót. Zwłaszcza, że więcej lat doświadczenia mam w pisaniu powieści, niż prawniczych wywodów (śmiech).

KK: Czy pandemia pokrzyżowała pani działalność pisarską?

A.S.: I tak, i nie. Bardzo żal mi spotkań na targach – rozmowy z czytelnikami są naprawdę interesujące. Każdy z nas szuka w książkach czegoś troszkę innego, i coś innego w nich odnajduje. Ja, pisząc, mam swoje założenia, ale później, gdy powieść przechodzi przez filtr, jakim jest Czytelnik, opowiedziana przeze mnie historia może stać się zupełnie inną. Ale są też plusy – pozostając w domu, łatwiej znaleźć dodatkowy czas, aby napisać kilka linijek tekstu więcej.

KK: Czy bohaterowie pani książek mają jakieś pierwowzory? Uśmierca pani nielubianych znajomych czy sąsiadów?

A.S.: Wszyscy znajomi i sąsiedzi mogą spać spokojnie (śmiech). Bohaterów kreuję tak, aby jak najlepiej wzbogacali i przekazywali opowiadaną historię. Nikt nie jest przypadkowy, a zarazem wszyscy są całkowicie fikcyjni.

KK: A jak z motywacją do pisania? Co w procesie twórczym jest największą zmorą, a co sprawia przyjemność?

A.S.: Zawsze zaczynam od szczegółowego planu, tak postaci, jak i zdarzeń. Wymyślanie jest niesamowicie ekscytujące i nie ma nic lepszego, niż burza we własnym mózgu.

Gdy to mam gotowe, pozostaje już „tylko” całość napisać. I największą zmorą jest to, że nie zawsze jest się w psychofizycznej formie, by spędzić nawet godzinę wieczorem przy edytorze tekstu i spisać to, co już się wprawdzie wie, ale wypadałoby jeszcze ubrać całość w ciekawy język, a to mimo pewnej nabytej przez lata wprawy wymaga zwyczajnie skupienia i wypoczętego umysłu (i braku bólu pleców). Ale właśnie zabawa z językiem, a następnie etap „drugiego czytania”, gdy widzę już powieść w całości i w dodatku z pewnej perspektywy czasu – to jedne z najprzyjemniejszych momentów pracy nad książką.

Motywacja to według mnie kwestia przygotowania. Na moim Instagramie (www.instagram.com/annasokalska_pisarka) opublikowałam cykl postów o procesie twórczym – zainteresowanych szczegółami zapraszam.

KK: Po książki których autorów, poza wspomnianym w „Rarogu” Albertem Camusem, pani sięga?

A.S.: Czasu na czytanie mam potwornie mało, i staram się zawsze wybierać książki, które są „pewniakami”. Ostatnio udało mi się pożreć kilka naprawdę dobrych tytułów. Polecam „Znajomy świat” Koreańczyka Hwanga SokYonga, „Łkające ryby i inne opowiadania” Chinki Chi Zijian, „Śnieg” Orhana Pamuka, a gdyby ktoś chciał się porwać na science-fiction – „Problem trzech ciał” Liu Cixina.

KK: A z którymi postaciami literackimi wybrałaby się pani na bezludną wyspę?

A.S.: To zależy. Gdybym miała udawać się tam na zsyłkę, zabrałabym Yennefer z „Wiedźmina” – otworzyłaby portal i siup, odzyskałybyśmy wolność.

Gdybym pracowała nad nową powieścią, może Hermionę z „Harrego Pottera”, żeby magicznymi sposobami pomagała mi w poszukiwaniu potrzebnych informacji (a magiczne pióro samo notowałoby moje myśli – problem bólu pleców od siedzenia przy biurku rozwiązany!).

Ale jeśli miałby to być czysty wypoczynek z dala od zgiełku cywilizacji, to do pełni szczęścia przydałby się jakiś dobry kucharz... ale tutaj muszę nadrobić braki w lekturach (śmiech).

KK: Nad czym aktualnie pani pracuje? Czy czytelnicy poznają odpowiedź na pytanie Soni zawarte w ostatnim zdaniu powieści?

A.S.: Losów Sonii na razie pozwolę sobie nie komentować (śmiech).

Pracuję nad trzema powieściami naraz – są na różnych etapach, wszystkie całkiem blisko ukończenia. Jest wśród nich Wieloświat (na Instastories co kilka dni zdradzam jak mi idzie). Ale planów na kolejne książki mam całkiem sporo i znajdzie się w nich miejsce także na powrót do kryminału.

Rozmawiał: Damian Matyszczak

Fotografia: Aleksandra Macewicz

Anna Sokalska - z serca wrocławianka, z zawodu radca prawny, a w wolnych chwilach kickbokserka. Dorastała z fantastyką, filmami o superbohaterach i z Dostojewskim. Jest fanką Lovecrafta i Camusa. Pracę magisterską z kryminalistyki napisała o psychologii motywacji. Łączy wyobraźnię z nauką, niemożliwe z codziennością. Tworzy od dziesięciu lat, czego owocem są m.in. powieści i opowiadania składające się na oryginalny cykl słowiańsko-sensacyjny „Opowieści z Wieloświata”. Jej najnowsza książka, „Raróg” to kryminał z elementami nieoczywistej słowiańskiej symboliki. (mat. wyd.)