Zdjęcie Izabeli Janiszewskiej fot. Zuza Krajewska/Warsaw Creatives

„Chciałam stworzyć mocne, wyraziste charaktery, które będą kontestować zasady, sprzeciwiać się rzeczom, które „wypada” i które „powinno się robić”. Niekiedy żartuję, że Larysa pozwoliła mi przeżyć nastoletni bunt, który mnie ominął, bo w środowisku, w jakim dorastałam, nie było miejsca na niezależność i indywidualizm”.

Kawiarenka Kryminalna: „Wrzask” to pani powieściowy debiut. Dlaczego zdecydowała się pani na napisanie właśnie kryminału?

Izabela Janiszewska: Kryminał jest gatunkiem niezwykle pojemnym. Pod płaszczem rozrywkowej, dostarczającej emocji opowieści można przemycić w nim ważny temat, dotknąć jakiegoś społecznego problemu czy przyglądać się zagadnieniom z obszaru psychologii.

Nie bez znaczenia jest zapewne też to, że wychowywałam się na lekturach pobudzających mroczną wyobraźnię i na filmografii mrożącej krew w żyłach. Mama czytała mi do snu „Baśnie braci Grimm” a popołudniami na starych kasetach VHS z wypożyczalni oglądaliśmy filmy sensacyjne, horrory i thrillery.

Może dlatego w książce którą napisałam, starałam się odwoływać do silnych emocji i dostarczać przyszłym czytelnikom jak najwięcej przeżyć.

KK: W czym, pani zdaniem, tkwi przyczyna niezwykłej popularności tego gatunku literackiego?

I.J.: W jego bogactwie, w tym, że właściwie może pomieścić w sobie elementy powieści sensacyjnej, thrillera, historii szpiegowskiej, a przy tym w rosnącym poziomie jakości. Autorzy kryminałów wykazują się dziś niesamowitą wiedzą, zaskakują już nie tylko trzymającą za gardło intrygą, ale też rozbudowanym tłem społecznym, bogatym podłożem psychologicznym czy wnikliwym portretowaniem współczesności.

Do tego dobry kryminał dostarcza niewiarygodnych przeżyć, podnosi poziom adrenaliny we krwi i daje czytelnikowi poczucie, że bierze udział w jakiejś nieprawdopodobnej przygodzie, która przecież odbywa się w bezpiecznych warunkach, bo w domowym zaciszu.

KK: Jakie są pani literackie inspiracje? Czyta pani kryminały?

I.J.: Czytam zachłannie, przeżywam i analizuję opisywane historie. Obok reportaży i literatury pięknej na moich półkach oczywiście stoją kryminały. Wśród nich przygody Harry’ego Hole, stworzonego przez Jo Nesbø, seria Stiega Larssona, najnowsze powieści Wojciecha Chmielarza czy książki Zygmunta Miłoszewskiego. Poza tym sięgam po głośne w ostatnich czasach thrillery, jak „Za zamkniętymi drzwiami”, „Pacjentka” czy „Lokatorka”.

KK: Porzucając pracę dziennikarki i stając się pisarką na pełny etat, postawiła pani wszystko niejako na jedną kartę. Jakie emocje towarzyszą pani w tym czasie?

I.J.: Te emocje się zmieniają. Jeszcze niedawno było we mnie wielkie, niespokojne oczekiwanie na pierwsze recenzje, jakby miały się one okazać papierkiem lakmusowym moich umiejętności i glejtem na wykonywanie tego zawodu.

Ostatnie tygodnie dały mi dużo spokoju. Z jednej strony, ma to związek z pandemią, której wszyscy doświadczamy, z drugiej, z przychylnymi głosami ze strony pierwszych czytelników, a jeszcze z trzeciej, z moją zmieniającą się perspektywą.

Często powtarzam włoskie powiedzenie „Que sera, sera..”. Ćwiczę się w zaufaniu do życia i staram się skupić na tym, by jak najlepiej wykonywać moją pracę, a resztę zostawić.

KK: W swojej dotychczasowej pracy pisała pani między innymi scenariusze programów reportażowych czy talk-show. Czy to pomogło w tworzeniu powieści?

I.J.: Zdecydowanie tak, ponieważ to zawsze była praca przesycona emocjami i silnie związana z człowiekiem. Dokumentując historie do programów, często odwiedzałam domy innych ludzi, poznawałam historie ich życia, ich dramaty i wszystko to w jakiś sposób we mnie osiadało.

O niektórych z tych osób myślę do dzisiaj: o chłopaku, który uratował swoją mamę i siostry z domowego więzienia, o kobiecie, która każdego dnia musi przypominać sobie, kim jest, albo porwanym przez ojca chłopczyku.

Przy każdej z tych historii zadawałam sobie wiele pytań, próbowałam zrozumieć mechanizmy rządzące człowiekiem i to, w jaki sposób stajemy się tym, kim finalnie jesteśmy.

KK: A jak to wygląda w pani przypadku? Czy połączenie roli pisarki, matki, żony, gospodyni domowej jest w ogóle do pogodzenia?

I.J.: Zdecydowanie tak. Moje dzieci chodzą do przedszkola, dzięki czemu mogę spokojnie pisać. Nie różnię się w tym od innych pracujących mam. Rano odwożę chłopców i jadę do biura, tyle, że w moim przypadku oznacza to, że siadam przy biurku stojącym w sypialni. Po południu odbieram dzieci i wtedy jestem już tylko dla nich.

Niekiedy razem gotujemy, czasami robimy wspólnie zakupy, ale z reguły oddajemy się nieskrępowanemu szaleństwu na placu zabaw, na rowerach albo hulajnogach. Wieczorem, gdy dzieci zasną, zajmuję się wszystkimi prozaicznymi obowiązkami domowymi, a później na deser pochłaniam książki, seriale i myślę o nowych fabułach.

i janiszewska fot zuza krajewska warsaw creatives

KK: Czy ma pani jakieś rytuały związane z pisaniem?

I.J.: Raczej nie. Natomiast nie potrafię pracować, gdy jestem głodna i gdy jest mi zimno. Dbam więc zawsze o to, by mieć pod ręką coś do przegryzania i by obok laptopa stał kubek z gorącą herbatą. Niestety często tak wciągam się w wymyślaną historię, że napój stygnie i w ostateczności wypijam zimny. Najczęściej pracuję w ciszy, dzięki niej najbardziej mogę wczuć się w postaci, chyba, że piszę akurat dynamiczne sceny akcji, wtedy włączam ostrą muzykę. Podobną do tej, jakiej słuchają w takich chwilach moi bohaterowie.

KK: Czytając „Wrzask”, można się przekonać, że bardzo ważna jest dla pani warstwa psychologiczna powieści, pogłębione sylwetki bohaterów. Jak pod tym kątem wyglądało przygotowanie do pisania?

I.J.: Czytam dużo książek psychologicznych, interesuje mnie to, jak tworzy się w nas zestaw przekonań o sobie i o świecie, oraz jak te schematy determinują nasze życie. Był taki czas, kiedy pasjonował mnie rozwój osobisty. Ukończyłam wtedy studia podyplomowe w Laboratorium Psychoedukacji, ponadto edukowałam się w obszarze neurolingwistyki i zdobyłam kompetencje coachingowe.

KK: W książce porusza pani problem przemocy wobec kobiet. Skąd czerpała pani informacje na ten temat?

I.J.: Mam wrażenie, że temat przemocy wobec kobiet ledwie muskam. Dużo więcej uwagi poświęcam przemocy wobec bliskich, tej wymierzonej w osoby, które są najbardziej ufne i niewinne. Inspiracji dostarczały mi zasłyszane i przeczytane historie, opowieści znajomych, reportaże i w dużej mierze wyobraźnia.

KK: Dziennikarka śledcza i komisarz policji - duet głównych bohaterów pani powieści - to postacie przebojowe, nie dające sobie w kaszę dmuchać. Czy do ich stworzenia zainspirowały panią jakieś prawdziwe osoby?

I.J.: Chciałam stworzyć mocne, wyraziste charaktery, które będą kontestować zasady, sprzeciwiać się rzeczom, które „wypada” i które „powinno się robić”. Niekiedy żartuję, że Larysa pozwoliła mi przeżyć nastoletni bunt, który mnie ominął, bo w środowisku w jakim dorastałam, nie było miejsca na niezależność i indywidualizm.

A zatem nie zainspirowały mnie prawdziwe osoby, tylko fantazje i wyobrażenia na temat osobowości, z którymi ja sama chciałabym spędzać wieczory i przeżywać przygody.

KK: Tak Larysa, jak i Bruno trenują boks. A jak pani spędza wolny czas?

I.J.: Trzy razy w tygodniu ćwiczę ze sztangami, robię wiele kilometrów, starając się dogonić swoich synów pędzących na hulajnogach lub rowerach, odwiedzam wszystkie większe warszawskie place zabaw. Kiedy pada, wygłupiam się z dziećmi w domu, tańczę, śpiewam, a niekiedy udaję magika i staram się sprawić, by przedmioty znikały. Ostatnio moim popisowym numerem jest zamiana mandarynki w pomidora, chłopcy wręcz piszczą z zachwytu.

Wieczorami, gdy dzieci zasypiają, czytam, oglądam serialne albo gram z sąsiadami w planszówki.

KK: „Wrzask” ma dopiero swoją premierę, ale czy już możemy spytać o pani kolejną literacką odsłonę?

I.J.: Na pewno będzie pełna emocji, autentyczna i poruszająca. Larysa i Bruno zatroszczą się o jakieś spektakularne fabularne trzęsienie ziemi, będą musieli spojrzeć w oczy swoim demonom i pokonać rosnące w lawinowym tempie przeciwności losu. Mówiąc krótko – nie zamierzam zwalniać tempa.

Rozmowę przeprowadził: Damian Matyszczak

Fotografie: Zuza Krajewska/Warsaw Creatives

Izabela Janiszewska - dziennikarka prasowa i telewizyjna, przez wiele lat pracowała dla cenionych stacji i magazynów, gdzie przygotowywała reportaże, teksty psychologiczne i rozmowy. Autorka programów reportażowych i talk-show, a także recenzentka scenariuszy filmowych.

Wytrawna słuchaczka, amatorka dobrego kina i niezłomna idealistka, która niczym magnes przyciąga przygody. W swojej twórczości inspiruje się psychologią oraz historiami z życia, które zostawiły w niej emocjonalny ślad. Prywatnie nieidealna mama dwóch urwisów. (mat. wyd.)