Dariusz Gizak, czy mu się to podoba, czy nie, pisze książkę przede wszystkim dla kobiet. Trzeci tom cyklu o detektywie Jacku Kowaliku, byłym policjancie, który wykorzystuje niezwykłą przenikliwość umysłu do rozwiązywania spraw beznadziejnych, bazuje bowiem na emocjach, które najsilniej działać będą właśnie na czytelniczki. Przede wszystkim dlatego, że rzecz dotyczy niepodlegającego dyskusji uczucia ojca do dorosłej już córki – jedyne dziecko Konia znika bez śladu.
Ostatnie tropy prowadzą do Birczy i do środowiska ekologów, jednak Maciej Konikiewicz, mafiozo, przed którym drży nie tylko warszawski światek, nie może trafić na właściwy trop. Uruchomił już wszystkie możliwości i dopuszcza do siebie każdy scenariusz – ale stoi w miejscu. I właśnie dlatego decyduje się zatrudnić Kowalika, detektywa, któremu nie umknie żaden szczegół.
Wynagrodzenie Kowalika może robić wrażenie, ale rozwiązuje też problem ewentualnych kosztów operacyjnych: to dzięki pieniądzom Konia śledztwo będzie mogło przybierać coraz to nowe formy. Przyda się takie zaplecze, bo akcja raz po raz się urywa – kolejne ślady prowadzą donikąd, a środowisko aktywistów ekologicznych okazuje się zadziwiająco toksyczne i niebezpieczne nawet dla swoich – nie mówiąc o ludziach, którzy będą musieli mierzyć się z konsekwencjami działań walczących.
Kaśka trafia do takiego właśnie grona i – jeśli wierzyć jej znajomym – otwarcie występuje przeciwko tym, którzy wycinają drzewa z puszczy lub nie chcą zamienić prastarego lasu w park narodowy. Młoda kobieta mogła narazić się wielu ludziom – ale to jeszcze nie daje odpowiedzi na pytanie, co się z nią właściwie stało. Jacek Kowalik jedzie do Birczy, bo wie doskonale, że nikt nie dostarczy mu nowych informacji o zaginionej. Na miejscu trafia do niewielkiego hotelu prowadzonego przez matkę dwójki dzieci – i to miejsce na drugi rodzaj emocji przyciągających właśnie płeć piękną. Gdzieś tam po drodze Gizak w jednym miejscu upraszcza sobie zadanie, ale nie traci na tym sama lektura.
Nie ma w tej książce bezsensownej przemocy w nadmiarze, nie ma też prób szokowania czytelników makabrą. Jest za to szereg przysług i wzajemnych zależności, relacji, które trzeba pielęgnować – i pomysłowości w rozwiązywaniu spraw – od tych najbardziej zawiłych i ciągnących się przez cały tom po drobiazgi w rodzaju ochrony dla zaprzyjaźnionej placówki.
„Dzicz” to szereg zagadek i prezentacja pomysłów spoza oficjalnego kanonu – za to niezwykle skutecznych. Nie ma przy tym znaczenia, że to kolejny tom cyklu – książkę można czytać bez znajomości poprzednich części. Dariusz Gizak może imponować tu narracją – stawia na wygodną literackość, to znaczy nie kolokwializuje przesadnie opowieści, ale też dba o to, żeby staranność w opisach odpowiadała staranności w intrygach. Taka umiejętność to na dzisiejszym rynku wydawniczym cenna rzecz – od razu kieruje uwagę na propozycje tego autora i sprawia, że można mu zaufać.
Oczywiście – takich jak Jacek Kowalik, samotników obdarzonych wyjątkową przenikliwością i umiejętnością dogadywania się z każdym, zarówno w świecie kryminalnym, jak i wśród stróżów prawa (albo po prostu stróżów) było już wielu – i w tym momencie Gizak może wygrać właśnie sposobem prowadzenia narracji. Jest to autor co najmniej interesujący – a „Dziczą” pokazuje, że wie też, jak wiązać ze sobą czytelników za sprawą silnych i przekonujących uczuć. To miłe odstępstwo od kryminałów, w których chodzi tylko i wyłącznie o złapanie przestępcy.
Izabela Mikrut
Dariusz Gizak
„Dzicz”
Wydawnictwo Media Rodzina
Poznań, 2026
352s.
