„Kadawer, czyli ciszej nad tą trumną” to debiutancka powieść kryminalna Marcina Kołodziejczyka, który jednak nijak literackim debiutantem nie jest. Wieloletni dziennikarz, reporter i dokumentalista dorobił się tytułu mistrza prozy nieoczywistej. I w takim właśnie stylu stawia swoje pierwsze kroki w kryminale. Choć mam wrażenie, że wybór tego gatunku jest tylko pretekstem do snucia opowieści o życiu, konsekwencji jego przemijania i o współczesnej Polsce.
Głównym bohaterem i jednocześnie źródłem owych refleksji nad marnością egzystencji na tym ziemskim łez padole jest emerytowany polonista Leon Siermięga – Warszawianin zamieszkujący kamienicę przy ulicy Niecałej 44 (nazwa nieprzypadkowa, bo niedookreśloność i niejednoznaczność to lejtmotywy tej powieści). Upływający czas daje mu się już we znaki na tyle, że w zasadzie każdy kolejny dzień urasta do rangi wyzwania. I choć ciało coraz wyraźniej niedomaga, to umysł ma wciąż ostry jak brzytwa.
I równie cięty ma Siermięga język, którym złośliwie komentuje swoich sąsiadów, nadając im zjadliwe pseudonimy oraz notorycznie analizując ich życiorysy i pochodzenie. Już po krótkim zapoznaniu towarzystwa z podupadającej kamienicy pod numerem 44 zrozumiemy dosadność i adekwatność epitetów, którymi raczy lokatorów Siermięga. Bo czyż szczególną szyderą jest nazwanie lokalnego cwaniaczka wymachującego nożem sprężynowym Janóżem? Albo sąsiadki słynącej z luźnego stosunku wobec zasad współżycia sąsiedzkiego, ale i porubstwa Menelizą?
Przez pierwszą ćwiartkę fabuły Kołodziejczyk prezentuje nam tkankę społeczną i anturaż ulicy Niecałej. Niby na wstępie zagaja kryminalny wymiar opowieści – tytułowy kadawer to zwłoki przeznaczone na cele medyczne, które ktoś w prosektorium raczył zbezcześcić. Autor jednak nie śpieszy się z rozwijaniem tego wątku. Akcja przyspiesza, gdy pisarz odsłania kolejny element intrygi kryminalnej – oto przepada bez wieści sąsiadka i dobra znajoma Siermięgi – Celina Urniarz. To kucharka i cukierniczka w jednej osobie, bez której żadne mazowieckie wesele nie mogłoby się udać. Jednakże rozchwytywana kuchmistrzyni po przygotowaniu cateringu nowożeńcom i ich gościom nie wraca już do domu i nikt nie wie, co się z nią stało.
Podejrzanym z automatu staje się… protagonista. Sąsiedzi słyszeli bowiem karczemną awanturę – Leon w przypływie gniewu groził Celinie, zatem to zapewne on stoi za jej zniknięciem. Siermiędze nie pomaga fakt, że tuż przed zaginięciem kobiety otrzymał on dziwacznej proweniencji przelew bankowy. Kołodziejczyk zadbał w tym momencie o umiędzynarodowienie intrygi, bowiem niespodziewanym darczyńcą Siermięgi jest niejaki Richard Wrong (nazwisko w żadnym wypadku nieprzypadkowe) z federacji Saint Kitts i Nevis. Obywatel cenionego w kręgach międzynarodowej przestępczości raju podatkowego postanowił wysłać Leonowi dziesięć tysięcy złotych. Rzecz jasna nasz bohater nie ma zielonego pojęcia ani kim ów szczodry donator jest, ani czemu zawdzięcza taką mannę z nieba.
Pytań przybywa, a o uzyskanie odpowiedzi trudno. I autor zdaje się hołdować zasadzie, iż ciekawość to pierwszy stopień do piekła, bowiem powstrzymuje się z wszelkimi wyjaśnieniami aż do samego końca. A nawet i tam rozwikłanie nabrzmiałych i celowo zamotanych po drodze do finału problemów traktuje w swoim stylu, czyli kpiarsko. Dostajemy mgliste, niejednoznaczne zakończenie, które ma pobudzić wyobraźnię do pracy.
Już od początku Kołodziejczyk puszcza oko do czytelnika, by ten nie nabrał przekonania, że wbrew tytułowi „Kadawer, czyli ciszej nad tą trumną” to rzecz śmiertelnie poważna. Bynajmniej. Autor szafuje ironią i humorem obficie, raz sytuacyjnie i słownie, innym razem za sprawą postaci. Drwi nazwiskami bohaterów – oprócz wspomnianych Janóża i Menelizy mamy hrabiego de Walgodechą, Stefana Należytego, Zenona Nierobisza czy Borysa Mąciwodę. Jest również pułkownik Kurtz, tyle że nie Walter, jak w „Czasie apokalipsy” F. Coppoli, lecz swojsko przaśny Waldemar. A wszyscy mijają się na Placu Osiemset Plus okupowanym przez matki ze swoimi licznymi pociechami.
„Kadawer…” porywa nie tempem opisywanej historii czy wciągającą intrygą – to raczej gatunkowy slow-burner. To, co przykuło mnie bez reszty do lektury, to arcyliteracki język, piękna polszczyzna i zabawy składnią i słowem. Od pierwszych stron wprost uderza erudycja autora, wnikliwe i jakże adekwatne, choć gorzkie oceny rzeczywistości. Siermięga mimo fasadowej maski zgryźliwego tetryka tryska czarnym humorem, doświadczeniem i ponadprzeciętną inteligencją. Świadomość upływającego dramatycznie czasu pozwala naszemu emerytowi wyzbyć się ograniczeń konwenansów czy norm społecznych i walić prawdę między oczy. A to póki nie dopadną nas zgroza, zwątpienie i erozja myśli – symptomy rychłego umierania według Leona Siermięgi.
Życzyłbym sobie i czytelnikom polskich kryminałów więcej tak nieoczywistych i wymykających się gorsetowi gatunkowemu powieści.
Marcin Kołodziejczyk
„Kadawer, czyli ciszej nad tą trumną”
Wydawnictwo HARDE
Warszawa, 2026
320 s.
