Trudno powiedzieć, czy ta książka powinna się znaleźć w omówieniach dotyczących powieści kryminalnych – bo formalnie z kryminału ma tylko część fabularnej kanwy, w rzeczywistości to raczej powieść psychologiczna z inklinacjami do literatury pięknej (chociaż tłumaczenie Dominiki Chybowskiej-Jang to nie popis stylistyczny, a przekazanie warstwy treściowej z transparentną narracją). Z kryminału jest tu tylko wydarzenie, które nadaje rytm samej historii i śledztwo – ale ponieważ postać prowadząca to śledztwo wpisuje się z kolei w tematykę queer, uwaga odbiorców może się przerzucać na ten aspekt relacji.
Zdecydowanie do sfery kryminału należy tu motyw rozprawienia się ze złem i przemocą wykorzystywanymi jako narzędzia kontroli we wspólnocie religijnej. Ludzie, którzy mają za zadanie cierpieć i przez ból odkupować swoje winy – a w rzeczywistości dawać sobą sterować – zaczynają zażywać lekarstwo uśmierzające fizyczne doznania. Jednak czas działania medykamentu jest ograniczony, a po ustąpieniu efektów przychodzi ból o wiele większy niż przed zażywaniem niebezpiecznego środka. Organizacja, którą Bora Chung prezentuje, jest metaforą opresyjnych środowisk i nie ma większego znaczenia jej kształt – liczą się zasady działania i konsekwencje płynące z przedkładania dobra wspólnoty nad osobiste potrzeby. Są jednak ludzie, którzy nie do końca dają się przekonać do idei bólu, a może muszą rozliczyć się z krzywdami, jakich nie mieli zamiaru doświadczać. I to już miejsce na realizowanie scenariuszy kryminalnych.
A skoro Bora Chung wypracowuje takie tło, może na nim stworzyć szereg portretów prowadzących już do literatury psychologicznej: przyciąga czytelników do wizji małżeństwa jednopłciowego, układ, który ma być formą ucieczki przed cierpieniem – i źródłem bólu innego rodzaju. W ten sposób kryminał przechodzi do przeszłości, a ewentualne śledztwo dotyczące sprawców przestaje mieć znaczenie w kontekście nowych relacji. Bora Chung w pewnym momencie kryminał porzuca – a jednak na jego bazie snuje zestaw psychologicznych sylwetek bohaterów – skrzywdzonych przez bliskich lub przez okoliczności.
„Łowcy bólu” to książka wypełniona ekstremalnie trudnymi pytaniami, stworzona z sytuacji granicznych i oddalająca standardowe do tej pory scenariusze. Trzeba przyglądać się jej nie tylko ze względu na fabularne zagadnienia – Bora Chung przemyca między wierszami sporo ważnych obserwacji. Ale nie zamierza wyręczać swoich czytelników w myśleniu ani odbierać im szansy deszyfrowania przesłań, liczy na lekturę pogłębioną. A przecież na pierwszy rzut oka proponuje książkę, która wypada jak sensacja o niezbyt rozbudowanej formie.
„Łowcy bólu” to propozycja nietypowa – wymykająca się szufladkowaniu i prostym analizom gatunkowym, bez wątpienia dużą rolę odgrywa tutaj pochodzenie autorki, literatura Dalekiego Wschodu cechuje się własnymi typowymi rozwiązaniami, dla europejskich czytelników mocno egzotycznymi. Co ciekawe, autorka w samej opowieści stawia na uniwersalność, unika budowania kolorytu lokalnego opartego na indywidualnych – specyficznych dla miejsca lub kultury – motywów, woli historię, która obroni się sama bez względu na kontekst.
Izabela Mikrut
Bora Chung
„Łowcy bólu”
Wydawnictwo Znak Literanova
Kraków, 2026
352 s.
