Okładka Niedobrego pasterza Przemysława Borkowskiego.

Przemysław Borkowski, znany do tej pory ze scen kabaretowych, prezentuje czytelnikom już drugą odsłonę swojej kryminalnej serii z Zygmuntem Rozłuckim w roli głównej. W “Niedobrym pasterzu”, tak jak i w poprzednim tomie - “Zakładniku” - autor nie oszczędza swojego protagonisty. Tym razem wysyła psychologa w pogoń za pedofilem - mordercą, który terroryzuje warmińskie okolice.

Powieść rozpoczyna się trzy miesiące po wydarzeniach z poprzedniego tomu. Akcja toczy się w podolsztyńskiej wsi, do której przeprowadza się główny bohater. Rozłucki chce odsapnąć po wyczerpujących przeżyciach opisanych w pierwszej części. Wynajmuje dom nad jeziorem. Znajomy lekarz załatwia mu etat w poradni szpitala wojewódzkiego. Psychologowi nie pozostaje więc nic innego jak kojenie zszarganych nerwów przy szklaneczce ulubionego bursztynowego trunku.

Sielanka w pięknych okolicznościach przyrody nie trwa jednak długo. Niewielką, hermetyczną społecznością wstrząsa zabójstwo nastolatki. Zbrodnia ma podłoże seksualne. Na wieść o morderstwie Rozłucki przystaje na ofertę miejscowej policji i w charakterze profilera wspiera komisarza Rafała Sądeckiego w tropieniu sprawcy. Z pomocą przychodzi też, znana z “Zakładnika”, dziennikarka Karolina Janczewska. Gdy podejrzenia padają na miejscowego pijaczka, niespodziewanie do zbrodni przyznaje się lokalny ksiądz. Nad stateczną wsią wisi więc widmo skandalu z pedofilem - zabójcą w sutannie.

Akcja powieści rozkręca się nieśpiesznie. Powolność prowadzonego śledztwa Borkowski rekompensuje porywającymi opisami alkoholowych ekscesów protagonisty. Rozłucki wizytuje nocne kluby, obmacuje panienki w burdelu, blatuje się z lokalną żulią przesiadującą z najtańszym piwem w rękach pod sklepem, by koniec końców trafić na izbę wytrzeźwień. Wszystko to w imię i dla dobra dochodzenia, rzecz jasna. Staczanie się, paradoksalnie, wychodzi Rozłuckiemu na dobre, jeśli spojrzeć na tę przemianę pod kątem literackich walorów. Z dość bezbarwnej postaci z pierwszych rozdziałów książki ewoluuje on w pełnokrwistego, pełnego sprzeczności bohatera na życiowym zakręcie. To taki psycholog, który sam wymaga interwencji dobrego lekarza duszy.

Akcja nabiera tempa i przynosi kilka punktów zwrotnych. Rozwiązanie zagadki zaskakuje i zostawia furtkę do kontynuacji. Wątek kryminalny jest rozbudowany. Nieskomplikowana z pozoru sprawa ma rozwojowy charakter. Z każdym rozdziałem przybywa podejrzanych. Borkowski sprawnie zawiązuje intrygę, zasadzając ją na nośnym społecznie temacie przestępstw seksualnych księży. Efektownie żongluje podejrzeniami, co rusz wyprowadzając czytelnika w pole.

Autor eksponuje aspekt psychologiczny śledztwa. Taka hierarchia akcentów wywołuje wrażenie, że jakiekolwiek postępy w dochodzeniu są wyłącznie zasługą permanentnej burzy mózgu Rozłuckiego. Karty książki wręcz obfitują w zapisy jego strumienia świadomości i dywagacje o zeznaniach podejrzanych, motywach i ich alibi. Zwolennicy psychologizmu w powieściach kryminalnych będą usatysfakcjonowani.

Lektura przynosi dodatkowe wrażenia miłośnikom dobrych trunków. Opisując przepastną kolekcję zgromadzoną przez jednego z bohaterów, Borkowski sypie jak z rękawa nazwami najznamienitszych, najdroższych marek whisky i burbona z całego świata. Bardzo to obrazowe i pobudzające kubki smakowe.

“Niedobrego pasterza” można spokojnie czytać, nie znając pierwszego tomu. Choć z pewnością nabierze się wtedy ochoty na nadrobienie zaległości.

Przemysław Borkowski

“Niedobry pasterz”

Czwarta Strona

Poznań, 2018

485 s.