„Bardzo chciałabym, żeby kontynuacja przygód Wandy i jej przyjaciół została wydana. Zdążyłam już polubić tę zwariowaną i czasami niezbyt rozgarniętą ekipę. Do pisania kolejnej części motywują mnie też sami czytelnicy i ich pozytywne recenzje, za które jestem bardzo wdzięczna”.
Kawiarenka Kryminalna: Protagonistka „Maszkary”, Wanda Muszyńska, próbuje swoich sił w malarstwie. Jaką rolę sztuka pełni w pani życiu?
Katarzyna Mikiewicz: Sztuka od zawsze mnie fascynowała i sama od czasu do czasu sięgam po farby, ołówki, kredki i pastele. Niestety nie dostałam się do liceum plastycznego, co było kiedyś moim wielkim marzeniem (śmiech).
Żałuję, że obecnie brakuje mi czasu na regularne zwiedzanie wystaw. Na szczęście moje wydawnictwo specjalizuje się w publikacjach dotyczących sztuki, więc na najbliższych targach książki będę jej miała pod dostatkiem (śmiech).
KK: Fabuła „Maszkary” przenosi nas do czasów dzieciństwa bohaterów i wakacji spędzanych na wsi – całe dnie na świeżym powietrzu, rabarbar podjadany prosto z ogródka, smak kromki chleba posmarowanej masłem i miodem czy zawadiacka próba kradzieży miodu z ula. Czy to również pani doświadczenia?
K.M.: Tak jak wiele koleżanek i kolegów ze szkolnych czasów wakacje spędzałam między innymi u dziadków na wsi. Co prawda sama nie miałam tak głupich pomysłów, żeby zakradać się do ula, ale zdarzało mi się jeść miód prosto z plastra. Moi czytelnicy bez trudu mogą się zorientować, że mam duży sentyment do tamtych beztroskich lat.

KK: Na pewno beztroskim rejonem nie jest Raków – dzielnica Częstochowy, w której siedzibę ma klub piłkarski – Wanda woli go omijać. Jej zdaniem lokalnym kibolom brakuje sparingpartnerów w postaci kibiców równorzędnej drużyny. Skoro, jak twierdzi Wanda, „nie mają kogo prać po mordach”, to obrywają zwykli przechodnie zapuszczający się w te rewiry. Na ile pani zdaniem kibole są problemem tego miasta? No i czy Częstochowa może inspirować do pisania kryminałów?
K.M.: Komedie rządzą się swoimi prawami i bardzo często postacie i zjawiska są w nich dość mocno przerysowane. Tak jest też w tym przypadku. Częstochowa, pewnie jak każde miasto, ma swoje owiane złą sławą miejsca, które mogą stanowić całkiem niezłe źródło inspiracji dla pisarza. Osobiście nie uważam żeby zagorzali fani Rakowa stanowili problem dla mieszkańców. Chociaż, jeśli już mowa o problemach, to walka kibiców o uwagę władz miasta i środki na rozwój klubu może stanowić nie lada kłopot dla niektórych lokalnych polityków (śmiech).
KK: No i w ogóle Częstochowa jako miasto jest ważnym bohaterem powieści „Maszkara”. Oprowadza pani czytelników po jej ulicach, placach, osiedlach, hotelach czy zakazanych rewirach jak wspomniany Raków właśnie. Jaka jest pani relacja z tym miastem?
K.M.: W Częstochowie się urodziłam i wychowałam. Mam tutaj swoich przyjaciół i klub strzelecki. I masę dobrych wspomnień, więc chętnie do niej wracam.

KK: Czy zajęcia na strzelnicy – i szerzej inne życiowe doświadczenia – przydają się w pisaniu powieści kryminalnej?
K.M.: Myślę, że zajęcia na strzelnicy przede wszystkim pomagają mi się odprężyć i wyciszyć myśli. Z taką świeżą głową dużo łatwiej wymyśla się fabuły kolejnych powieści. Poza tym, jeśli któryś z moich bohaterów będzie chciał sobie postrzelać, to nie będę musiała już robić researchu, a to zawsze oszczędność czasu (śmiech).
Moja praca na etacie polega między innymi na protokołowaniu wypowiedzi przeróżnych osób. Często przez wiele godzin odsłuchuję i spisuję rozmowy, a czasami pełne emocji dyskusje. Myślę, że dzięki temu dużo łatwiej pisze mi się dialogi między bohaterami.
KK: Jaki rodzaj humoru pani preferuje? Które dziedziny szeroko pojętej popkultury są dla pani sprawdzoną odskocznią od codzienności?
K.M.: Bawi mnie stand-up, zwłaszcza w kobiecym wydaniu. Zawsze z niecierpliwością czekam na nowy program Magdy Kubickiej lub pochodzącej również z Częstochowy Olki Szczęśniak. Niekwestionowaną królową komedii kryminalnej jest dla mnie Joanna Chmielewska. „Klin”, „Lesia”, „Wszystko czerwone”, „Zwyczajne życie” czy „Romans wszech czasów” czytałam po kilka razy. Poza tym chętnie sięgam po komedie Alka Rogozińskiego, Olgi Rudnickiej czy Małgosi Starosty.
KK: Zakończenie powieści przynosi przełom w życiu bohaterów, dla kilkoro z nich otwierają się nowe perspektywy. Czy zatem będzie kontynuacja ich przygód?
K.M.: Bardzo chciałabym, żeby kontynuacja przygód Wandy i jej przyjaciół została wydana. Zdążyłam już polubić tę zwariowaną i czasami niezbyt rozgarniętą ekipę. Do pisania kolejnej części motywują mnie też sami czytelnicy i ich pozytywne recenzje, za które jestem bardzo wdzięczna.

KK: Jak napisać i wydać debiutancką powieść? Jakie to uczucie zobaczyć fizyczny egzemplarz swojej pierwszej książki na księgarskich półkach?
K.M.: Przede wszystkim trzeba ją napisać, bo niestety marzenia nie chcą spełniać się same. Później tekst warto poprawić i dać do przeczytania znajomym i nieznajomym. I znowu poprawić. Na samym końcu trzeba napisać propozycję wydawniczą (chyba, że zdecydujemy się wydać ją sami, wtedy można ten krok pominąć). Na końcu pozostaje wysłać maile do wydawców i czekać na pozytywną odpowiedź. W moim przypadku właśnie tak to wyglądało.
Zobaczenie swojej książki na półce w księgarni to niesamowite uczucie, mieszanina szczęścia, niedowierzania i wzruszenia. Mam nadzieję, że będę to czuła przy każdej kolejnej książce.
KK: Wspomina pani o zamiłowaniu do podcastów true crime. Czy mogłaby pani polecić czytelnikom Kawiarenki Kryminalnej wartą uwagi audycję?
K.M.: Oczywiście! Ale uprzedzam, że wskazanie jednego twórcy lub kanału w moim przypadku nie będzie możliwe, więc muszę wymienić kilku: Kryminatorium, Kezuvlog, Kanał kryminalny extra, Piąte: nie zabijaj, Kryminalne historie, Olga Herring True Crime.
KK: Który z etapów pisarskich najbardziej pani lubi, a który najchętniej by pani pominęła?
K.M.: Uwielbiam wymyślanie historii, tworzenie nowych bohaterów i research, czyli wszystko to co nowe i ekscytujące. Pisanie pierwszego draftu jest dla mnie trudne, męczące i czasami mam ochotę wyrzucić laptopa przez okno. Za to bardzo lubię poprawianie już napisanej powieści i redakcję. Miałam ogromne szczęście, że w przypadku „Maszkary” trafiłam na cudowną redaktorkę, z którą świetnie mi się współpracowało. Promocja to dla mnie zdecydowanie najtrudniejszy z etapów wydawania książki. Przy niej pisanie to bułka z masłem. Chętnie oddałabym ją komuś, żeby zajął się nią za mnie, ale nie ma chętnych (śmiech).
Rozmawiał: Damian Matyszczak
Fotografia Autorki: Wydawnictwo LeTra
