© Kawiarenka Kryminalna
  • Recenzje
  • Konkursy
  • Zapowiedzi
  • Wywiady
  • Podróże
  • Relacje
  • Postacie
  • Różności

Logo Kawiarenki Kryminalnej, design: Damian Matyszczak.

  • Kamila Bryksy, Zamęt
  • Marta Matyszczak, Jeśli dziś sobota, to mamy morderstwo.

Najlepsza przygoda nie pyta, czy chcemy w niej uczestniczyć – wywiad z Justyną Mietlicką

Dodał(a): Damian Matyszczak
Kategoria: Wywiady
Opublikowano: 22 lipiec 2026
Odsłon: 85
Zdjęcie Justyny Mietlickiej

Największym smakoszem wśród malarzy był z pewnością Claude Monet. Ale on w młodości często głodował, więc łakomstwo w drugiej połowie życia można mu wybaczyć. Salvador Dali natomiast miał ekscentryczne upodobania kulinarne. Chyba lubił jeść jeżowce i zdaje się, napisał nawet książkę kucharską.

Kawiarenka Kryminalna: Dwoje głównych bohaterów swojej najnowszej książki pt. „Dyptyk”, Ritę i Marcela, wysyła pani na zawadiacką eskapadę na Półwysep Apeniński. Z kart powieści wręcz tryska miłość do anturażu Italii, jej kultury, architektury i kuchni. Tycjan, spaghetti i włoska kawa... Za co jeszcze warto wznosić toast, hołubiąc Włochy?

Justyna Mietlicka: Jeśli koniecznie toast, to nalegam, żeby tylko jeden. Każdy kolejny następnego dnia przepłacę bólem głowy. A skoro raz, to za Paolo Sorrentino. W jego filmach jest esencja Włoch i kwintesencja tamtego stylu życia.

KK: Rita ma słabość do twórczości Caravaggia, a zwłaszcza obrazu „Wieczerza w Emaus”. Który obraz (lub obrazy) darzy pani szczególną estymą i dlaczego?

J.M.: Skoro już pan go wspomniał, zostańmy przy Caravaggiu. Otóż on generalnie nie podpisywał swoich obrazów. To jest dość niezwykłe, bo znamy około osiemdziesięciu jego prac, a tylko jedna spośród nich została przez malarza podpisana. Ten obraz jest zatytułowany „Ścięcie Świętego Jana Chrzciciela”, a co może wydać się jeszcze ciekawsze, podpis został złożony w plamie krwi namalowanej obok głowy Świętego Jana.

Dzieło to znajduje się w Oratorium Konkatedry Świętego Jana w Valletcie na Malcie. Rita na pewno już tam kiedyś była. Ja jeszcze nie.

KK: Pisze pani o włoskiej architekturze i zachwyca się wręcz zegarmistrzowską precyzją w dawkowaniu zdobień. Zawsze na tyle ozdobione, że wciąż z gustem, choć jeszcze detal więcej i byłoby już bezguście. Myśli pani, że będziemy mieli kiedyś w Polsce powszechnie zauważalny, egzekwowany ład przestrzenny i zachwycające architektonicznie otoczenie jak nad Tybrem, Adygą czy Padem, zamiast dzikiej, rozsianej zabudowy i wszechobecnej pastelozy?

J.M.: Dla Rity i Marcela Włochy są przede wszystkim tłem przygód i katalizatorem zmiany. Zresztą, o ile dobrze pamiętam, przynajmniej jedno z nich jest już podróżami zmęczone i chętnie zostałoby w Polsce na dłużej.

Tymczasem, dom rodzinny, a ostatnio raczej galeria Rity znajduje się przy ulicy Mazowieckiej w Poznaniu. To park i przepiękna willowa dzielnica – Sołacz. Jestem pewna, że to miejsce, niezależnie od pory roku, skradłoby serce każdego, nawet italofila.

Justyna Mietlicka

KK: Bohaterowie „Dyptyku” zajadają się gnocchi z dyni, minestrone, cannoli czy tiramisu – można szybko zgłodnieć w trakcie lektury tej powieści. Ma pani swoje ulubione włoskie danie?

J.M.: Czytelników, którzy stają się głodni w trakcie lektury, zapewniam, że rozumiem. Mnie też nie było łatwo, kiedy pisałam te fragmenty.

Największym smakoszem wśród malarzy był z pewnością Claude Monet. Ale on w młodości często głodował, więc łakomstwo w drugiej połowie życia można mu wybaczyć. Salvador Dali natomiast miał ekscentryczne upodobania kulinarne. Chyba lubił jeść jeżowce i zdaje się, napisał nawet książkę kucharską.

Plebiscyty na najlepszą potrawę nie mają sensu, przecież i tak zawsze najważniejsi są ludzie, z którymi jemy.

KK: Powierza pani Ricie nie lada zadanie – na zlecenie zamożnego klienta ma skatalogować obrazy mistrzów i kupić tematycznie spójną i miłą dla oka posiadacza kolekcję. „Wybieraj obrazy tak, jakby pieniądze nie miały znaczenia”, zachęca Ritę mecenas. Cóż, brzmi jak praca-marzenie i przygoda życia – zawodowe wybawienie dla cienko przędącej marszandki i ten (niemal) nielimitowany budżet! Odstawiając powieściową konwencję na bok i odwołując się do pani rozeznania tego rynku, na ile ta wizja jest zgodna z rzeczywistym charakterem pracy dla kolekcjonerów sztuki?

J.M.: To bardzo ciekawe pytanie. Dziś mierzy się z nim cały świat sztuki. Otóż, z uwagi na ogromny transfer majątku w Europie i Stanach Zjednoczonych oraz odchodzenie pokolenia legendarnych kolekcjonerów, cała branża próbuje zrozumieć, kto będzie jej kolejnym odbiorcą.

Dziś kolekcjoner to niekoniecznie starszy pan, z fularem zawiązanym pod szyją. Współcześni kolekcjonerzy to ludzie młodsi, a ich kolekcje powstają szybciej i pewnie też szybciej będą się zmieniać.

Proszę sobie wyobrazić, że niemal dwie trzecie kolekcjonerów sztuki nowego pokolenia wykorzystuje Instagram jako główne narzędzie do odkrywania artystów i wystaw. Współcześni kolekcjonerzy kupują sztukę, kierując się osobistym, ludzkim podejściem. Relacje z twórcami i ich wizjami liczą się podobno bardziej niż zyski finansowe. A jednocześnie, co może zaskakiwać, aż jedna trzecia osób poniżej czterdziestego piątego roku życia deklaruje silne zainteresowanie twórczością dawnych mistrzów.

KK: Powieściowy Włoch Antonio namawia Marcela na partię golfa. Polak, choć nieobeznany w grze, szybko łapie zasady, nomenklaturę i technikę. Tajniki której dziedziny życia zgłębiane w procesie pisania książek były dla pani najciekawsze?

J.M.: Marcel, jak każdy oszust i blagier, szybko się uczy, nie tylko języków.

Pisanie jest dla mnie przyjemnością zdobywania wiedzy i dzielenia się nią. Uwielbiam research, ale nie ma mowy, nie zdradzę, który wymagał ode mnie największego dystansu. Niech czytelnicy sami znajdą ten fragment.

"Dyptyk", Justyna Mietlicka

KK: W swoich mediach społecznościowych prezentuje pani książki znanych pisarek i pisarzy oraz popularne, frapujące cytaty (m.in. Patricię Highsmith i jej książkę z serii o Tomie Ripley`u). Zapytam zatem o ulubiony gatunek czytanych przez panią książek – w których obszarach literatury (czy szerzej: popkultury) czerpie pani inspiracje czytelnicze i pisarskie?

J.M.: Wydaje mi się, że właściwe książki same wpadają mi w ręce.

Kiedy piszę, po prostu wyobrażam sobie odpowiednie miejsca i przedmioty. Prawdopodobnie to wszystko zapisuje się w mojej pamięci wtedy, kiedy nie piszę. Być może to jakiś rodzaj uważności. Proszę mi wierzyć, że płacę za to wysoką cenę. Gubię się nawet we własnym mieszkaniu.

KK: Jeśli to charakter rzeźbi nasze twarze, jak uważał Leonardo da Vinci, to czy nie obawia się pani, że wszystkie zmartwienia, dąsy, fochy zostawią ślad na obliczu Rity?

J.M.: To prawda, twarz Rity ma wszystkie odcienie szarości. Niedawno straciła męża, jej biznes przeżywa kryzys, jest szantażowana. Zastanawiam się, kiedy mogła się rozjaśnić…Już wiem! Błysk w oku Rity pojawił się na pewno wtedy, kiedy po raz pierwszy weszła do willi nad jeziorem Como. Jestem pewna, że w tych pięknych wnętrzach przez moment czuła się naprawdę szczęśliwa.

KK: Porusza się pani na granicy dwóch obszarów: literatury gatunkowej (sensacyjnej, thrillera, kryminału) i sztuki. Oba te obszary – jak się okazuje, także w obliczu wielu wydawanych publikacji na ten temat (jak „Kryminalny atlas sztuki” Laury Evans, „Skradzione dzieła sztuki” Susie Hodge czy „Utracone arcydzieła” Sophie Pujas) mają ze sobą wiele wspólnego. Dlaczego, pani zdaniem, sztuka przyciąga przemoc (czy też na odwrót)?

J.M.: To skomplikowane. Arystoteles w „Poetyce” twierdził, że tragedia, ukazując cierpienie, lęk i przemoc, wywołuje w widzu litość i trwogę, a poprzez to doprowadza do ich oczyszczenia – katharsis.

Wydaje mi się jednak, że współcześnie – i ja osobiście również – mamy z tym problem. Jestem przekonana, że oglądanie lub czytanie o przemocy niekoniecznie ją rozładowuje, a wręcz przeciwnie – oswaja ją i estetyzuje.

Dlatego jestem bardzo ostrożna w używaniu tego narzędzia. Staram się świadomie nie epatować przemocą i stosować ją tylko wtedy, kiedy ma głębokie uzasadnienie fabularne.

KK: Marcel w finale powieści dość kategorycznie odnosi się do nieśmiałej propozycji Rity względem kontynuowania profesji poszukiwania i odzyskiwania zaginionych dzieł sztuki. Myśli pani, że zmieni on zdanie? Co nowego szykuje pani dla czytelników i czy będzie to gratka dla miłośników dolce vita czy też zupełnie inne klimaty?

J.M.: Najlepsza przygoda to ta, która nie pyta, czy chcemy w niej uczestniczyć.

Dodam tylko, że w kolejnej części mam zamiar dostarczyć Czytelnikom jeszcze mocniejszych wrażeń, ale do Włoch raczej nie wrócimy.

Rozmawiał: Damian Matyszczak

Fotografia: archiwum autorki

Damian Matyszczak
Następna strona: Nie da się nigdy nikogo tak do końca poznać – wywiad z Marcinem B. Łukasiewiczem Następna
  1. Jesteś tutaj:  
  2. Strona główna
  3. Wywiady
  4. Życie na emigracji to czerstwy chleb – wywiad z Klaudią Muniak

Popularne

  • Strona główna
  • Królowa jest tylko jedna – Agata Christie
  • Herkules Poirot
  • Lisbeth Salander
  • Pisarz, który igrał z ogniem – Stieg Larsson

Podobne

  • Robert Małecki, Najgorsze dopiero nadejdzie
  • Małgorzata Łatka, Kamfora
  • Wyniki konkursu wraz z Kamforą
  • Zgarnij Mroza
  • Konkurs wraz z Kamforą

Polecamy

  • Marta Matyszczak - Przepraszam, tu był trup
  • Marta Matyszczak, Jeśli dziś sobota, to mamy morderstwo
  • Marta Matyszczak, Kryminały pod psem
  • Marta Matyszczak, Kryminały z pazurem
Copyright © 2013-2026
Kawiarenka Kryminalna
Wszystkie prawa zastrzeżone
O nas Polityka prywatności Mapa strony Kontakt