Zdjęcie Christoffera Carlssona.

„Równowaga? Cóż, to proste. Palę papierosy. Czytam. Piję kawę. Spędzam czas z dzieckiem. Chodzę na spacery z psem i narzeczoną. Rozmawiam z ludźmi, których lubię i unikam tych, za którymi nie przepadam”.

Kawiarenka Kryminalna: Nakładem wydawnictwa Czarna Owca właśnie ukazała się pana najnowsza powieść pod tytułem „W mroku słońca”. Oprócz walorów czysto rozrywkowych dostrzegam w niej także elementy swoistego manifestu wobec nieprowokowanej, irracjonalnej przemocy. W bardzo precyzyjny sposób opisuje pan, jak zło dewastuje życie jednostek, jak rujnuje lokalne społeczności i więzi społeczne. Skąd pomysł na opisanie historii człowieka z Tiarp, który przez ponad trzy dekady terroryzował szwedzką Hallandię?

Christoffer Carlsson: To był stopniowy proces. Po ostatniej książce (wydanej w 2021 roku „Przepowiedni” – przyp. red.) zacząłem widzieć mój kraj w zupełnie innym świetle. Przestał być dla mnie oczywisty. Stał się swego rodzaju pytaniem, na które należy znaleźć odpowiedź. Chciałem skonfrontować bohaterów książki ze złem – jeśli mamy się trzymać tego słowa – którego nie rozumieją, ponieważ w pewnym sensie to właśnie spotkało szwedzkie społeczeństwo po morderstwie Olofa Palmego. To była bardzo dziwna druga połowa lat 80.

KK: Teraz też nastały dziwne lata. „Obyś żył w ciekawych czasach” – ziściło się chińskie przekleństwo, Rosja niesprowokowana napadła Ukrainę, mamy wojnę w Europie. Każdego dnia oglądamy przerażające zdjęcia i filmy przedstawiające ludzi porywanych, torturowanych, gwałconych i zabijanych. Na co dzień zajmuje się pan problematyką przemocy, co więc pan myśli, spoglądając na ten nierealny, piekielny krajobraz?

C.C.: Jestem zasmucony i przerażony, jak wszyscy. Również wydaje mi się to nierealne. Także tu w Szwecji docierają do nas informacje o szokujących wydarzeniach, które wydawały się należeć już do zupełnie innej epoki. Byliśmy przecież przekonani, że tamten rozdział mamy za sobą.

Z kolei jako kryminolog mogę powiedzieć, że choć istnieją oczywiście analizy, które można by na ten temat przeprowadzić, to na tym etapie byłyby one powierzchowne, a ich wyniki niepewne. Jedna z mrocznych prawd historii jest taka, że wojna pokazuje kondycję ludzkości w najgorszym jej wydaniu.

KK: Wróćmy zatem do Szwecji. Odnoszę wrażenie, że wielu bohaterów pana książki wydaje się traktować wydarzenia z 28 lutego 1986 roku w Sztokholmie za swego rodzaju punkt bez powrotu we współczesnej historii kraju. Powtarzają, że po zabójstwie Palmego nic już nie będzie takie samo, że przestali rozumieć swój kraj. Czy nie wydaje się panu taka postawa przesadą? Próbą poszukiwania szybkiego wyjaśnienia złożonego zagadnienia, jakim jest wpływ przemocy na społeczeństwo w ogóle?

C.C.: To może wydawać się uproszczeniem, ale tylko dlatego, że my jesteśmy już w stanie spojrzeć na te wydarzenia z perspektywy czasu. Morderstwo Olofa Palmego pozostawało – w taki czy inny sposób – w centrum zainteresowania opinii publicznej przez długi czas, ale jednocześnie nikt nie widział szerszego tła, nie wyciągał wniosków. Trzeba pamiętać, że w latach osiemdziesiątych nawet Sztokholm był ledwie prowincjonalnym miastem. Oczywiście przed 1986 rokiem również dochodziło do strasznych morderstw, ale nie było zbrodni, która skłoniłaby Szwedów do spojrzenia w lustro i zastanowienia się, na co właściwie patrzą.

To, co sprawia, że zamach z 1986 roku ma taki rezonans społeczny, niekoniecznie wypływa z – jakkolwiek to zabrzmi – samego faktu śmierci ofiary. Chociaż to oczywiście tragedia. Morderstwo Palmego tak bardzo wstrząsnęło Szwedami, ponieważ policja nie złapała zabójcy. Kiedy ujawniono błędy popełnione w trakcie śledztwa, kiedy na jaw wychodziły pokrętne i paskudne sprawki, do których dochodziło w jego trakcie, to wszystko skonfrontowało nas z nową, mroczną prawdą o nas samych.

"W mroku słońca", Christoffer Carlsson

KK: Zabójstwo Palmego obecnie dalej determinuje szwedzki ogląd świata? Czy współcześnie Szwedzi – na wzór bohaterów „W mroku słońca” – tęsknią za starą, stabilną i nieodwracalnie utraconą Szwecją?

C.C.: To nadal istotny czynnik. Oczywiście, nie determinuje on niczego bezpośrednio, ale pod wieloma względami żyjemy w świecie post-Palme. Przykład? Szwedzka Partia Socjaldemokratyczna, która miała duży wpływ na kształtowanie się szwedzkiego społeczeństwa, bardzo się zmieniła po 1986 roku. Zmianom uległa również szwedzka policja, podobnie jak służby specjalne. Ktoś może podnieść argument – jak bohaterowie książki – że to nie morderstwo Palmego zmieniło Szwecję w tak głęboki sposób, ale raczej to, że policja nie dotarła do prawdy. Pojawiła się zatem myśl, że może bardziej skuteczne będą siłowe rozwiązania. Taki model działania obiera jeden z bohaterów książki, Sven Jörgensson.

KK: W ostatnich dniach w związku z napaścią Rosji na Ukrainę toczy się ożywiona debata na temat przystąpienia Szwecji do NATO, wespół z Finlandią. Czy to kolejny Rubikon dla szwedzkiego społeczeństwa? Jaki, pana zdaniem, wywarłoby to wpływ na jego świadomość?

C.C.: To rzeczywiście wielka rzecz. Szwecja jest neutralna, przynajmniej na papierze, od około dwustu lat, i taką pozostawała podczas wielu konfliktów i wojen prowadzonych na dużą skalę. Mamy więc twardy orzech do zgryzienia. Wstąpienie w szeregi Sojuszu Północnoatlantyckiego zmieniłoby wiele.

KK: Ile z pana życiowych doświadczeń znajdziemy w pana powieściach? Dzieli pan jakieś cechy charakteru ze swoimi bohaterami?

C.C.: Hojnie obdarzam swoje postacie moimi przeżyciami i cechami. Myślę, że to w ogóle czynnik skłaniający do pisania – odkrywanie czegoś w sobie. Moje powieści są w pewnym sensie biografiami, ale te konkretne detale mogą wychwycić jedynie ci, którzy znają mnie bardzo dobrze. W tym kontekście moje książki określiłbym trochę jako emocjonalne biografie.

KK: „W mroku słońca” to z pewnością emocjonująca lektura. Czy opisywanie polowania na seryjnego mordercę, odtwarzanie sytuacji, myśli, uczuć jego ofiar i ich rodzin były dla pana w jakiś sposób stresujące? Jak uzyskuje pan równowagę między pracą, a życiem prywatnym?

C.C.: To wcale nie jest dla mnie stresujące. Nad książką zawsze pracuję w spokoju, panuję wtedy nad moim światem. Porównałbym to zajęcie do rozwiązywania skomplikowanej łamigłówki.

A równowaga? Cóż, to proste. Palę papierosy. Czytam powieści. Piję kawę. Spędzam czas z dzieckiem. Chodzę na spacery z psem i narzeczoną. Rozmawiam z ludźmi, których lubię i unikam tych, za którymi nie przepadam.

carlsson duze

KK: Czy pana doświadczenie akademickie przydaje się podczas pisania?

C.C.: Daje mi solidne podstawy do budowania zagadki kryminalnej. Znajomość technik kryminalistycznych czyni cię lepszym kłamcą. Pisarze powinni wiedzieć, kiedy i jak kłamać oraz kiedy bezwzględnie tego unikać.

KK: Jednemu z pana bohaterów zgłębianie sprawy seryjnego mordercy mocno daje się we znaki. Ma wizje, jest przekonany, że ktoś go ciągle obserwuje i czyha na jego życie. Czy kiedykolwiek doświadczył pan podobnych – zabawnych, dziwnych, może przerażających skutków ubocznych pracy pisarskiej?

C.C.: Raczej nie. Aczkolwiek w trakcie pracy nad książką zawsze przychodzi etap, kiedy żyję bardziej w świecie powieściowym niż realnym. To bardzo dziwne doświadczenie. Remedium jest zawsze takie samo: papierosy, powieści, dziecko, pies, narzeczona, spacery.

KK: Planuje pan swoje fabuły?

C.C.: Nie, to wszystko psuje. Po prostu siadam do pracy i obserwuję, dokąd niesie mnie historia.

Gdy mam już pierwszy szkic wtedy rozpoczyna się porządkowanie. Przesuwam wątki, zmieniam perspektywę, wyrzucam coś lub dodaję, na przykład fałszywe tropy, tu podkręcę akcję, gdzie indziej ostudzę. To właśnie wtedy z książki wyłania się powieść, choć jej emocjonalne podłoże rodzi się już na samym początku.

KK: Kto jest pana ulubionym autorem kryminałów? No i z którą fikcyjną postacią zamieniłby pan chętnie słówko?

C.C.: Czytam kryminały falami. Ostatnio odchodzę od gatunku i sięgam po prostu po powieści. Ale bardzo lubię Johna le Carré. Gdybym mógł, to pogadałbym sobie z George'em Smileyem.

KK: Urodził się pan i wychował w Halmstad. Opisał pan to miasto bardzo dokładnie. Jak naprawdę wygląda życie w Hallandii? Co warto tam zobaczyć?

C.C.: Ha! Życie w Halmstad jest dokładnie takie, jak opisuję je w książkach. Absolutnie warto tu wpaść z wizytą. Polecam zobaczyć stary zamek Varberg, plaże Tylösand w Halmstad i, być może, zakosztować uroków leśnej głuszy w ośrodku Stedsans in the Woods.

KK: Z pana książką pod ręką... Czy zatem szykuje pan coś nowego dla swoich czytelników?

C.C.: Choć zajęło mi to sporo czasu, to myślę, że w końcu wykluwa się kształt nowej powieści. Jestem mniej więcej w połowie tego procesu!

Rozmawiał: Damian Matyszczak

Fotografie: Emelie Asplund