Zdjęcie Roberta Dugoniego.

Seattle doskonale nadaje się do osadzenia w nim kryminału, ponieważ przestępcy mają tu wiele sposobów na pozbycie się ciał. Do ich dyspozycji pozostają: ocean, jeziora, rzeki, stawy, bagna, gęsto zalesione tereny i góry”.

Kawiarenka Kryminalna: „Za każdą cenę” to szósty tom przygód detektyw Tracy Crosswhite. Znakomicie wchodzi pan w jej skórę. Dlaczego zdecydował się pan na protagonistkę? To z pewnością było większe wyzwanie dla pisarza-mężczyzny.

Robert Dugoni: Kiedy w 2012 roku wpadłem na pomysł napisania serii powieści policyjnych, mój agent zaproponował wykorzystanie postaci Tracy Crosswhite, która pojawiła się już jako drugoplanowa bohaterka w mojej książce „Murder One”. Postanowiłem więc porozmawiać z detektywką z wydziału zabójstw w Seattle. Dowiedziałem się, że pracuje tam tylko jedna kobieta. Pierwsza w historii. Zaintrygowało mnie to. Zgłębiłem temat. Okazało się, że nie ma wielu kryminałów z kobietą-detektywem z wydziału zabójstw w roli głównej.

I tak, to było wyzwanie! Uznałem jednak, że nie będę próbował pisać „jak kobieta”. Piszę z perspektywy policyjnej detektyw, która skrywa trupy w szafie – podobnie jak my wszyscy (mężczyźni i kobiety). Myślę, że dorastanie z czterema siostrami i praca w zawodzie, który wykonuje wiele prawniczek, pomogły mi lepiej zrozumieć to, z czym muszą się mierzyć policjantki. Przeważnie jednak polegam na radach wspomnianej funkcjonariuszki ze Seattle.

KK: Tracy zmieniła się przez te wszystkie powieści. Teraz oczekuje narodzin dziecka. Czy macierzyństwo sprawi, że będzie jeszcze lepszą policjantką, czy stanie przed dylematem: praca czy dziecko?

R.D.: Dzieci zmieniają nasze życie – zarówno mężczyzn, jak i kobiet. Przewartościowują nasze priorytety, mamy inne obowiązki. Tracy będzie musiała przejść przez ten trudny czas, który wolałaby spędzić w domu z dzieckiem, ale jednocześnie nadal czuje potrzebę przywrócenia sprawiedliwości tym, którzy sami nie są w stanie tego zrobić. Córka sprawi, że Tracy stanie się bardziej empatyczna wobec tych rodzin, które w wyniku przestępstwa straciły córkę/siostrę/żonę. A przecież ofiary to statystycznie najczęściej kobiety.

KK: W „Za każdą cenę” staje pan po stronie kobiet. Książkę zadedykował pan wszystkim kobietom chorującym na raka piersi. Jedna z postaci także cierpi z tego powodu. Doskonale pan to opisał i bardzo dziękuję panu za poruszenie tego problemu. Dlaczego zdecydował się pan właśnie na ten temat?

R.D.: Moja mama dwukrotnie chorowała na raka, także piersi. Babcia mojej żony podobnie. Niestety wiele kobiet nie zostaje w porę wyleczonych. W bardzo młodym wieku straciłem też kuzynkę. Z doświadczenia wiem, że rak piersi to temat, który zawsze tkwi gdzieś z tyłu głowy każdej kobiety. Mój ojciec umarł na raka, więc znam również ból, jaki choroba powoduje nie tylko u chorego, ale i jego rodziny. Rak zmienia życie pacjentów oraz tych, którzy wraz z nimi przechodzą przez tę chorobę.

KK: Ważną rolę w życiu pana bohaterów odgrywa rodzina, często koledzy z pracy również stają się niemal członkami rodziny. A jak pana bliscy pomagają w pracy pisarza?

R.D.: Cóż, moi bracia i siostry pracują głównie w zawodach medycznych i szczerze mówiąc, niewiele mi pomagają! Moja mama jednak zawsze kochała literaturę. Przekazała mi tę miłość. Moja żona i dwoje dzieci wspierają mnie. Bycie pisarzem to bardzo samotny zawód, zwłaszcza podczas pandemii. Rodzina zawsze dodaje mi otuchy w trudnych momentach, kiedy próbuję poskładać do kupy historię. A potem świętują ze mną sukcesy. Mój syn Joe był świetnym informatorem podczas pisania kilku powieści. Podrzucał mi znakomite pomysły ożywiające opowieść.

KK: Opisuje pan wewnętrzne rozgrywki w policji. Praca zespołowa to ciężki kawałek chleba. A jak to jest z zawodem pisarza?

R.D.: To zajęcie jednoosobowe. To ja piszę całą powieść, każde jej słowo. Ale w dużym stopniu polegam również na pomocy ekspertów, policjantów. Naprawdę podoba mi się ta część roboty, która wymaga współpracy z innymi. To dzięki tym researchowym rozmowom składam poszczególne sceny w powieść.

KK: W swoich książkach podaje pan wiele szczegółów związanych z kryminalistyką: ślady DNA, daktyloskopia etc. Czy to właśnie ten rodzaj researchu jest dla pana najbardziej fascynujący?

R.D.: Jestem zafiksowany na punkcie researchu! Uwielbiam poznawać nowe techniki policyjne. Nie powiedzą mi wszystkiego, ale wskażą właściwy kierunek.

KK: W tej kwestii na pewno też przeprowadził pan research... Pisze pan o aranżowanych małżeństwach typowych dla kultury hinduskiej, które innym społeczeństwom trudno zrozumieć. Skąd zainteresowanie tą tematyką? Czy osobiście poznał pan ludzi, którzy w ten sposób pozwolili rodzicom ułożyć sobie życie?

R.D.: Piszę o skrajnych sytuacjach. Z jednej strony, większość ludzi nie potrafi zaakceptować randek młodych dziewczyn ze starszymi facetami, w których biorą udział dla pieniędzy. Jednak otrzymałem wiele maili od kobiet, które wyjaśniały mi, dlaczego to zrobiły – bez tych funduszy nigdy nie skończyłyby szkoły i nie realizowałyby swoich marzeń. Z drugiej strony, podobnie wielu nie rozumie aranżowanych małżeństw. Jesteśmy przekonani, że małżeństwa powinny być zawierane z miłości. Ale inni są zdania, że lepiej skupić się na jednomyślności, podobnych pragnieniach, potrzebach i zainteresowaniach. Istnieją badania, które mówią, że w aranżowanych małżeństwach rzadziej dochodzi do rozwodów. Więc znowu wszystko jest kwestią perspektywy. Poznałem kilka osób, które zawarły aranżowane małżeństwa. Pomogły mi je lepiej zrozumieć.

KK: A jakie jest pana zdanie na temat wspomnianego sponsoringu?

R.D.: To smutne, że młode kobiety muszą się do niego uciekać, że nie mają alternatywy albo nie czują, że ją mają. Niektóre z nich są jak w potrzasku i po prostu nie widzą innego sposobu na osiągnięcie swoich celów. Nie oceniam ich. Nie mogę przecież wejść w ich buty. A jeszcze gorszym zjawiskiem jest fakt, że niektórzy mężczyźni używają pieniędzy, by w ten sposób wykorzystać te dziewczyny.

KK: Porusza pan w swoich powieściach poważne tematy, opisuje mroczny klimat kryminalnego światka. Jednak przetyka pan też tekst zabawnymi wstawkami, dialogami – zwłaszcza w wykonaniu Faza i Dela.

R.D.: Barb Peters, znajoma właścicielka księgarni, zapytała, dlaczego, skoro sam jestem dowcipny, moi bohaterowie tacy nie są. Zrozumiałem, że ludzie używają humoru, aby rozładować napięcie. Dzięki niemu można odwrócić uwagę czytelnika od mrocznych wątków i dać mu chwilę wytchnienia. Ludzie lubią się śmiać, więc jeśli wymyślę adekwatny żart, zamieszczam go w książce. W prawdziwym życiu, jak sądzę, jest podobnie: policjanci uciekają w czarny humor, ponieważ na co dzień mają do czynienia z potwornymi zbrodniami.

KK: Tracy i jej kolegom z policji udaje się rozwiązać sprawę w „Za każdą cenę” między innymi dzięki nowoczesnym technologiom telefonii komórkowej. Do niedawna takie możliwości nawet nam się nie śniły. Kiedy zaczynał pan swoją karierę pisarską, te kwestie nie były jeszcze aż tak rozwinięte. W których czasach więc pisze się łatwiej?

R.D.: Dziś trudniej jest wymyślić fabułę o wysokim stopniu prawdopodobieństwa. Policja wykorzystuje wiele różnych technologii do łapania przestępców. Rzadko więc zbrodniarzowi jego sprawki uchodzą na sucho. Szukam zatem takich sytuacji, w których przestępca może przechytrzyć śledczych. Wtedy czytelnicy są zaintrygowani. Fani kryminałów lubią przecież rozwiązywać zagadki kryminalne! Kiedy nie są w stanie tego zrobić ani oni, ani policja, to jeszcze bardziej angażują się w historię. Chcą wiedzieć, co się stało i w jaki sposób przestępca odniósł sukces.

Robert Dugoni, "Za każdą cenę".

KK: Postać czarnego charakteru, Małego Jimmy'ego, i jego świty jako żywo przypomina mi klimaty z mojego ulubionego serialu „Breaking Bad”. Czy pan ogląda seriale i czy te dwie formy narracyjne: powieściowa i telewizyjna są według pana sobie w jakiś sposób bliskie?

R.D.: Uwielbiam oglądać seriale, ale szczerze mówiąc, nigdy nie widziałem „Breaking Bad”. To dziwne, wiem. Rzadko sięgam po naprawdę duże produkcje telewizyjne. Na przykład nie oglądałem „Gry o Tron”. Teraz jestem tak daleko w tyle, tak wiele odcinków przegapiłem, że nadrabianie ich zajęłoby zbyt dużo czasu. Oglądanie telewizji i czytanie powieści to nie to samo. Telewizja niejako przychodzi do widza, który tylko siedzi i chłonie to, co jest mu podane na tacy. Powieści bardziej angażują. Te dobre sprawiają, że czytelnik czuje się częścią przedstawionej historii. Nie oznacza to, że nie kocham filmów i dobrych seriali. Uwielbiam je! Tak jak każde medium, które oferuje satysfakcjonującą opowieść.

KK: Tak jest właśnie z pana książkami. Ich lektura to prawdziwy rollercoaster. Przeplata pan ze sobą kilka wątków i każdy z nich przerywa w najbardziej emocjonującym momencie. Jak od strony technicznej wygląda praca nad powieścią? Planuje pan, czy idzie na żywioł?

R.D.: Nie planuję, skupiam się na researchu, ale generalnie mam całkiem dobre pojęcie o tym, w jakim kierunku powieść będzie podążać. Lubię niespodzianki, które zaskakują nawet mnie. W Polsce pojawi się jeszcze kilka moich powieści z naprawdę świetnymi zwrotami akcji. Czytelnikom w Stanach Zjednoczonych bardzo się spodobały.

KK: No właśnie, czy mógłby pan uchylić rąbka tajemnicy i zdradzić polskim czytelnikom, co Tracy Crosswhite czeka w przyszłości?

R.D.: Dziękuję za pytanie! W powieści pod tytułem „A Cold Trail” Tracy wraz z Danem i ich nowo narodzoną córeczką wraca do domu w Cedar Grove. Dan ma nadzieję, że Tracy ponownie pokocha Cedar Grove, pomimo tego, co ją spotkało w przeszłości. W Cedar Grove Tracy odwiedza szef policji i prosi ją o pomoc w rozwikłaniu pewnego przestępstwa. Tracy zna ludzi, którzy są w nie zamieszani i wkrótce uświadamia sobie, że ta sprawa jest bardziej złożona i absorbująca, niż mogła przypuszczać. I że jej życie jest zagrożone.

W kolejnej powieści pt. „In Her Tracks” Tracy po urlopie macierzyńskim wraca do pracy w policji w Seattle i dowiaduje się, że jej stanowisko w Drużynie A jest zajęte. W zamian ma się zająć nierozwiązanymi sprawami z przeszłości. Niechętnie przyjmuje tę pozycję, ale od razu angażuje się w zamknięte pięć lat wcześniej dochodzenie. Oto pewna dziewczyna zniknęła w labiryncie wyciętym w polu kukurydzy. W tym samym czasie była koleżanka z pracy prosi Tracy o wsparcie w znalezieniu kobiety, która poszła pobiegać i zniknęła. To opowieść o rodzinnych sekretach. A czytelnicy naprawdę pokochali wszystkie zwroty akcji.

KK: Zwroty akcji jak w dobrym meczu! A jeśli już o tym mowa, to Faz kibicuje Marinersom. A pan?

R.D.: Jestem uzależniony od sportu. Dorastałem w obszarze zatoki San Francisco wraz z pięcioma braćmi, więc jestem wielkim fanem zespołu futbolu amerykańskiego San Francisco 49ers. Kocham też drużynę baseballową Giants. Kibicuję Marinersom, chodzę na mecze i staram się być na bieżąco z ich osiągnięciami. Zacząłem też oglądać częściej piłkę nożną i uwielbiam golfa. Lubiłem oglądać zmagania sportowe moich dzieci, były wspaniałymi sportowcami.

KK: Kavita, jedna z bohaterek „Za każdą cenę”, ma swoje ulubione miejsce w Seattle – park. Jakie jest pana ulubione miejsce w tym mieście i dlaczego jest ono tak dobre jako tło akcji powieści kryminalnych?

R.D.: Moje ulubione miejsce nie znajduje się tak naprawdę w Seattle. Mieszkam po drugiej stronie jeziora Washington. Najbardziej lubię pole golfowe Glendale. Golf pomógł mi przetrwać długie miesiące pandemii. To była ulga, móc wyjść na dwór i sobie pograć, choć często w maseczce. Współczułem ludziom, którzy tkwili w domach i nie mieli możliwości zażyć świeżego powietrza.

A Seattle doskonale nadaje się do osadzenia w nim kryminału, ponieważ przestępcy mają tu wiele sposobów na pozbycie się ciał. Do ich dyspozycji pozostają: ocean, jeziora, rzeki, stawy, bagna, gęsto zalesione tereny i góry. To jeden z powodów, dla których Seattle pojawia się na mapie działań seryjnych morderców.

Wywiad przeprowadziła Marta Matyszczak.

Recenzję „Za każdą cenę” przeczytacie TU. Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Albatros pod patronatem Kawiarenki Kryminalnej.