Nominowani do MFK 2013.

Nagroda Wielkiego Kalibru za najlepszą powieść kryminalną 2012 roku trafiła do Marty Guzowskiej za Ofiarę Polikseny. Nagrodę Czytelników otrzymał Marcin Wroński za Skrzydlatą trumnę. A za najlepszy debiut pani Janina Paradowska, przewodnicząca jury, uznała i nagrodziła roczną prenumeratą Polityki P. M. Nowaka za powieść Ani żadnej rzeczy. Honorową Nagrodę Wielkiego Kalibru za całokształt twórczości otrzymał amerykański pisarz, Walter Mosley. Jednak zanim wyróżnieni autorzy mogli nacieszyć się swoimi nagrodami, przez cały tydzień Wrocławiem rządził Międzynarodowy Festiwal Kryminału.

Warsztaty

Już po raz piąty w ramach MFK odbyły się Kryminalne Warsztaty Literackie. W tym roku laureaci konkursu na opowiadanie kryminalne z Wrocławiem w tle szkolili swoje umiejętności pisarskie pod okiem Marty Mizuro, Mariusza Czubaja i Marcina Świetlickiego. Ja miałam przyjemność znaleźć się w grupie autora przygód Rudolfa Heinza – świetna atmosfera, twórcze uwagi i cała masa kryminalnych informacji – wszystko to wypełniało nam kilka październikowych przedpołudni. No a wieczorami? Wieczorami, po licznych wykładach otwartych i panelach, był już tylko czas na wizyty w Literatce i festiwalowo-kryminalne klimaty.

Jury konkursu, fot. Marta Matyszczak.

We Wrocławiu spotkali się także bibliotekarze na trzeciej Kryminalnej Konferencji Bibliotekarzy. Oprócz tego zorganizowano także Kryminalne Warsztaty Scenariuszowe, na których wykłady mieli Arkadiusz Jakubik, Borys Lankosz, Witold Bereś i Irek Grin.

W formalinie

Kto odważny, mógł udać się na zwiedzanie Muzeum Medycyny Sądowej i Kryminalistyki. A tam całe regały zastawione słoikami wypełnionymi formaliną, w której pływały najdziwniejsze eksponaty: poderżnięte gardło, „rękawiczka” - skóra dłoni zdjęta z topielca, płody, wytatuowane fragmenty skóry. Dość ciekawym przypadkiem była pozostałość po więźniu, który na podbrzuszu wytatuował sobie napis: zagraj na puzonie w klawym tonie...

Równie wielkie co eksponaty wrażenie robiła oprowadzająca po muzeum, doktorantka w Katedrze Medycyny Sądowej, antropolog, pani Agata Thannhäuser – drobna, wręcz filigranowa blondynka, która opowiadając swoje przygody z pracy, przyznała, że większe wrażenie od szczątków, które pewnego razu musiała wydobyć ze studni, zrobiły na niej obsiadające jej kurtkę...pająki.

Wykłady

W Okręgowej Izbie Adwokackiej, gdzie najczęściej odbywały się festiwalowe imprezy, można było trafić na kilka ciekawych wykładów otwartych. Zygmunt Miłoszewski w tym roku, jak i w poprzednim, nie zawiódł poczuciem humoru, autoironii i garścią anegdotek na temat pisania trzeciej części przygód prokuratora Szackiego czy też ekranizacji Ziarna prawdy.

Zygmunt Miłoszewski/fot. Marta Matyszczak.

Borys Lankosz opowiadał o filmie Chinatown, przy okazji wyjawiając kilka sekretów sztuki scenopisarskiej. Anna Gemra mówiła tym razem o Stiegu Larssonie, a Wojciech Orliński o mieście jako bohaterze literackim na przykładzie Sztokholmu i Millennium. Jan Gondowicz wygłosił wykład o tajemniczym tytule: Czary mary i inne historie, choć profesor Zbigniew Mikołejko nie był wcale gorszy i wypowiadał się na temat: Porażająca medycyna. O bólach porodowych Frankensteina.

Borys Lankosz - 2/fot.Marta Matyszczak.

Panele

MFK słynie z ciekawych spotkań z wszelakiego rodzaju ekspertami w kryminalnych dziedzinach. I tym razem nie zabrakło spotkania pod hasłem Nauka w praktyce śledczej. O tym jak i czym najlepiej kogoś otruć i jeszcze nie zostać złapanym opowiadali Marcin Zawadzki z Zakładu Medycyny Sądowej AM we Wrocławiu i Maciej Szostak z Katedra Kryminalistyki Wydziału PAiE we Wrocławiu.

Na innym panelu spotkali się pisarze i dziennikarze w składzie: Piotr Głuchowski, Paweł Goźliński, Tomasz Sekielski.

Prawdziwi policjanci, ukrywający się zresztą pod pseudonimami i w mroku kinowej sali, stali już goście festiwalu, w tym roku zmierzyli się z profilerem policyjnym, Janem Gołębiowskim. Psycholog tryskał wręcz humorem i nie dawał się zbić z pantałyku.Jan Gołębiowski/fot.Marta Matyszczak.

Naukowo

Irek Grin, dyrektor i pomysłodawca MFK postanowił zmierzyć się z przekleństwem kryminału – gatunku literackiego traktowanego dość niepoważnie, wręcz z przymrużeniem oka. Zorganizował więc kilkudniową sesję naukową na Uniwersytecie Wrocławskim, podczas której akademicy rozprawiali się z gatunkiem, mierząc go swoimi naukowymi metodami. Na osobnym spotkaniu rozmawiali także o tym, czy Akademia potrzebuje kryminału, Mariusz Czubaj, Bernadetta Darska i Wojciech Browarny.

Zagraniczni goście

Zza wielkiej wody przyjechał do Wrocławia amerykański twórca kryminału noir, Walter Mosley, autor już nieco w Polsce zapomniany. Wydawnictwo EMG zdecydowało się jednak nadrobić te braki na polskim rynku księgarskim i przygotowało dla czytelników powieść Mosleya pod tytułem Diabeł w błękitnej sukience.

Na MFK nie mogło zabraknąć też Skandynawów. Reprezentowała ich autorka wielotomowej sagi o przygodach dziennikarki, Anniki Bergtzon, Liza Marklund. Z przejęciem odpowiadała na pytania, ujawniając swe aktorskie wręcz zdolności.

Liza Marklund - 2//fot.Marta Matyszczak.

A potem była gala...

O sukcesie imprezy organizowanej przez Irka Grina już po raz dziesiąty świadczy chociażby fakt, że co roku powiększająca się grupa tych samych osób za wszelką cenę stara się napisać jak najlepsze opowiadanie kryminalne o Wrocławiu, by znów móc szkolić się na warsztatach, spotkać fantastycznych ludzi i poczuć kryminalno-literacką atmosferę miasta. Jedyne, co mi się na MFK nie podobało, to to, że impreza trwała tak krótko. Bo jak dla mnie, festiwal mógłby odbywać się raz na miesiąc.