Nie jest to kryminał w klasycznym sensie, tak samo jak nie jest to do końca thriller ani… Bildungsroman, chociaż do tego gatunku byłoby książce Hannah Deitch może najbliżej. Kanwą powieści „Zabójczy potencjał” czyni bowiem brawurowy przejazd przez połowę Ameryki Północnej, motyw, który w młodzieżowej literaturze często staje się punktem przełomowym, granicą między dzieciństwem i dorosłością. Ale Evie, bohaterka „Zabójczego potencjału” jest przecież dorosła – tyle tylko, że niewiele w swoim życiu jak dotąd osiągnęła.
Dopóki uczyła się czy studiowała, miała powody do dumy. Wejście w prawdziwy świat zweryfikowało boleśnie jej osiągnięcia i teraz Evie „tylko” udziela korepetycji dzieciakom bogaczy. To wstęp do jej poważnych problemów: pewnego dnia bowiem Evie przychodzi do pracy i odkrywa ciała swoich chlebodawców przed domem, w stanie, który wyklucza szansę na jakąkolwiek pomoc. Drugie odkrycie, równie makabryczne, to obecność związanej i zakrwawionej kobiety w jednym z pomieszczeń domu. Evie postanawia jak najszybciej uciec z miejsca kaźni: tym gorliwiej, że morderca może jeszcze czaić się gdzieś w pobliżu. Kiedy więc na drodze staje jej własna uczennica, Evie ogłusza ją i znika.
Tyle Hannah Deitch mówi czytelnikom na pierwszych stronach. Dalszy ciąg powieści jest już relacją między dwiema bohaterkami zamkniętymi w kolejnych kradzionych samochodach. I czytelnicy, i Evie, wiedzą, że ta bohaterka nie jest niczemu winna: owszem, straciła zimną krew, ale trudno ją za to oskarżać. Niestety Evie pewna jest jeszcze jednego: że to na nią padną podejrzenia.
I tu się nie myli. Już wkrótce serwisy informacyjne wypełnią się jej zdjęciami i oskarżeniami. Pościg rusza, a Evie aktualnie może ufać tylko kobiecie, którą zabrała z niebezpiecznego miejsca. Kobieta nie mówi – być może na skutek przeżyć w domu Victorów. Przydaje się za to w ucieczce wyjętych spod prawa: jest świetna w drobnych i większych kradzieżach. Dla Evie jest jasne, że należy wskazać prawdziwego winnego, żeby mogła odzyskać dobre imię. Ale na razie celem jej towarzyszki jest ucieczka jak najdalej od miejsca strasznych wydarzeń. Śledztwo trzeba będzie odłożyć na później.
I na później odkłada też autorka kwestię rozwijania intrygi kryminalnej: przez sporą część książki zajmuje się szkicowaniem charakterów obu postaci, a także relacją tworzącą się między nimi. I to znowu przejście od kryminału do powieści o dojrzewaniu – tyle że w dorosłej wersji. Dopiero kiedy nakreśli Deitch zasady łączące dwie uciekinierki i pokaże ich codzienność, będzie mogła wrócić do abstrakcyjnego dla normalnych postaci świata rzekomych kryminalistek.
A robi to w określonym celu: zależy jej na podsycaniu napięcia powieściowego. I tak sfera romansowo-obyczajowa funkcjonuje tu jako odskocznia od spraw kryminalno-thrillerowych, a kiedy nie ma już wiele do dodania w dziedzinie kontaktów damsko-damskich, pojawia się zawsze szansa na zmianę klimatu przez powrót do śledztwa – i przez częstowanie czytelników coraz bardziej szokującymi odkryciami. Tak Deitch wybiera sobie z różnych gatunków to, co najbardziej jej odpowiada – i składa w nową całość. I chociaż czytelnicy, którzy poznali już zasady rządzące przejazdami przez kraj w Bildungsroman wiedzieć będą, do czego wszystko prowadzi, to jednak motyw kryminalny pozwoli śledzić akcję do samego końca. To książka, która z jednej strony bazuje na tym, co poznane, a z drugiej – zadaje pytania o możliwości kreacji odtwórczej.
Izabela Mikrut
Hannah Deitch
„Zabójczy potencjał”
Wydawnictwo Marginesy
Warszawa, 2026
336 s.
