Na takich jak Mirosław Przybył, właściciel firmy MiroHurt, nie ma sposobu: zawsze spadną na cztery łapy, niezależnie od tego, jak bardzo zaszkodzą swojemu otoczeniu i jak wielką nienawiścią ze strony swoich i obcych zostaną obdarzeni. Dopóki żyją, potrafią bruździć i szkodzić absolutnie wszystkim. Nie przejmują się przy tym ani opinią, ani ewentualnymi konsekwencjami. To Mirosław Przybył stanowi prawo w swojej firmie i w swojej rodzinie, a przynajmniej co do tego jest przekonany. Pokrzywdzeni mogą tylko czekać, aż ktoś lub coś wymierzy sprawiedliwość – i przywróci im równowagę duchową.
W tym wypadku destrukcyjne działania Przybyła nie wpływają negatywnie na psychikę osób z jego otoczenia – chociaż być może Ada wpadłaby w problemy po rezygnacji z pracy. Kobieta porzuca intratną posadę sekretarki Mirosława Przybyła po tym, jak dowiaduje się, w jakim stroju powinna paradować przed swoim obleśnym szefem. Na molestowanie się nie zgadza, chociaż wie doskonale, że gdyby chciała dochodzić swoich praw przed sądem, czekałaby ją długa i niekoniecznie wygrana przeprawa.
Teraz więc Ada przeżywa burzę w sercu i burzę nad własnym domem – i obserwuje, jak mobbingujący ją były już szef obrywa w głowę dachówką zrzuconą przez wichurę z dachu starego domu. To początek wydarzeń, w wyniku których Mirosław Przybył zostaje znaleziony zupełnie gdzie indziej – i zupełnie martwy.
„Niespotykanie spokojne ciało” to komedia kryminalna, w której Małgorzata J. Kursa zaprasza do działania Malwinę i Elizę – dwie kraśnickie amatorki śledztw – ale nie każe im się przepracowywać czy przemęczać. Nie tym razem: tu śledztwo toczy się samo, dedukcja nie prowadzi do selekcji policjantów, a zwłoki wreszcie nikomu nie próbują zniszczyć życia.
W tym przypadku sprawców zbrodni mogłoby być wielu – tak samo jak metod pozbawienia życia Mirosława Przybyła. Praktycznie każda sytuacja tu przywoływana to doskonały powód do popełnienia morderstwa, a jednak autorka wybiera drogę, która ma czytelnikom przynieść refleksję nad dążeniem do sprawiedliwości.
Chodzi też o to, żeby zanadto nie przygnębiać czytelników prozaicznymi i prawdziwymi problemami – to, w czym uczestniczy (albo co prowokuje) Mirosław Przybył, może się zdarzyć w rzeczywistości pozaksiążkowej. Tutaj zatem – mimo tematu powieści – stanowi margines. Bardziej liczy się bogata paleta charakterów. W tym Małgorzata J. Kursa okazuje się mistrzynią – udaje jej się zaproponować w wielkim skrócie zabawne sylwetki postaci, a także na ich bazie wypracować komiczne scenki i bardzo sympatyczne dialogi.
To sposób na przyciągnięcie do lektury także tych, którzy niespecjalnie cenią kryminały – tu tego gatunku jest tylko trochę (nawet jeśli osnuta na nim jest intryga), o wiele bardziej przyciąga uwagę zestaw motywów obyczajowych i porządkowania życia po usunięciu z niego czynnika stresotwórczego.
Co ciekawe, Malwina i Eliza nie mają prawie nic do pracy – mogą jedynie co pewien czas pojawiać się w fabule, żeby spajać ją z całą serią. Wszyscy wypełniają swoje zadania wzorowo i dzięki temu powieść tworzy się sama. To książka na jeden lub dwa wieczory – szybka, ale nie mniej przez to ciekawa. Dla czytelników, którzy potrzebują rozrywki, wytchnienia i… przekonania, że na tych bezkarnych kara prędzej czy później przyjdzie i będzie rzeczywiście sprawiedliwa. „Niespotykanie spokojne ciało” to krótka komedia kryminalna zabierająca odbiorców na ulice Kraśnika.
Izabela Mikrut
Małgorzata J. Kursa
„Niespotykanie spokojne ciało”
Wydawnictwo Lira
Warszawa, 2026
224 s.
