© Kawiarenka Kryminalna
  • Recenzje
  • Konkursy
  • Zapowiedzi
  • Wywiady
  • Podróże
  • Relacje
  • Postacie
  • Różności

Logo Kawiarenki Kryminalnej, design: Damian Matyszczak.

  • Marta Matyszczak, Przepraszam, ja jużx nie żyję
  • Marta Matyszczak, Świadek śmierci nad Śniardwami
  • Henrik Fexeus, Zwierzę ofiarne
  • Alessia Gazzola, Miss Bee i zimowy książę

Kryminały mają moc oczyszczającą i terapeutyczną – wywiad z Robertem Ostaszewskim

Dodał(a): Marta Matyszcza
Kategoria: Wywiady
Opublikowano: 05 luty 2026
Odsłon: 108
Zdjęcie Roberta Ostaszewskiego

„Godzę się z tym, że narażam się na niechęć czy nawet hejt ze strony części czytelników. Nie raz, nie dwa dostawałem bardzo niewybredne komentarze dotyczące tego, w jaki sposób piszę o Kościele czy takiej albo innej partii politycznej. Dla niektórych czytelników nie ma znaczenia, czy piszę dobre czy złe kryminały, tylko czy jestem „politycznie swój”. Trudno”.

Kawiarenka Kryminalna: W najnowszym kryminale „Tylko wróć” przegląda pan aktualia i maluje nader gorzki obraz Polaków i Polski A.D. 2025...

Robert Ostaszewski: Zacznę może od tego, że opisy naszej rzeczywistości to żadna nowość w moim pisaniu kryminalnym. Wypracowałem sobie taką formułę prozy, w której łączę powieść kryminalną z realistyczną, więc nieodmiennie intryga kryminalna jest dla mnie równie ważna, jak opisywanie naszego „tu i teraz”. Faktem jest jednak, że akcja „Tylko wróć” rozgrywa się całkiem niedawno w dosyć gorącym okresie, bo w maju 2025 roku, czyli był to – przypomnę – czas wyborów prezydenckich, więc siłą rzeczy wątków politycznych czy społecznych jest w tej powieści ciut więcej niż zwykle. Chociaż staram się z tym nie przesadzać, żeby zachować odpowiedni balans fabularny.

A czy ów obraz jest gorzki… Cóż, pewnie każdy może to ocenić po swojemu. Starałem się opisywać naszą rzeczywistość w sposób trzeźwy, bez upiększania, ale też bez nadmiernego czarnowidztwa.

KK: I traktuje pan wspomniane aspekty odważnie. Właśnie, czy to odwaga? A może powinność pisarza, by nawiązywać do tego, co ważne, jednocześnie – zważywszy na podział Polski na pół – narażając się na zniechęcenie połowy czytelników?

R.O.: Właściwie nigdy nie myślałem, że jestem odważny, dlatego że otwarcie piszę w swoich powieściach czy opowiadaniach kryminalnych o współczesnej Polsce, nie ukrywając swoich poglądów. Zresztą, przy moim pomyśle na kryminał, o którym wspominałem chwilę temu, trudno tego uniknąć. Godzę się z tym, że w ten sposób narażam się na niechęć czy nawet hejt ze strony części czytelników. Nie raz, nie dwa dostawałem bardzo niewybredne komentarze dotyczące tego, w jaki sposób piszę o Kościele czy takiej albo innej partii politycznej. Dla niektórych czytelników nie ma znaczenia, czy piszę dobre, czy złe kryminały, tylko czy jestem „politycznie swój”. Trudno. To właściwie temat na dłuższą dyskusję…

Inna rzecz, że jest spora grupa odbiorców kryminałów, którzy są zdania, że autorzy kryminałów nie powinni tykać polityki czy spraw społecznych, tylko skupiać się na dostarczaniu odbiorcy lekturowej rozrywki. Ja się z tym nie zgadzam. Przykład chociażby skandynawskiej prozy kryminalnej pokazuje wyraźnie, że proza kryminalna może z powodzeniem włączać się w poważne dyskusje na tematy polityczne, społeczne czy obyczajowe. Liczę się jednak z tym, że część czytelników odpuści sobie moje kryminały, bo sporo jest w nich opisów, często krytycznych, naszej rzeczywistości. Zamierzam jednak robić swoje, najlepiej jak potrafię.

Robert Ostaszewski/fot. Przemysław Poznański

KK: A czy sięganie po tematy społeczne czy polityczne w niepewnych, dystopijnych czasach może mieć dla autora także walor terapeutyczny?

R.O.: Prawdę powiedziawszy, pisząc „Tylko wróć” w ogóle nie myślałem w tego rodzaju kategoriach. Oczywiście, pisanie powieści zwykle pozwala mi przy okazji uporządkować myśli na nurtujące mnie aktualnie problemy, jednak nie ma dla mnie aspektu autoterapeutycznego. I chyba nawet takiej autoterapii nie potrzebuję (śmiech).

Moim zdaniem chyba większy sens ma mówienie, że kryminały w ogóle mogą nieść pocieszenie czytelnikowi, czyli mają dla niego moc oczyszczającą, ale i po trosze terapeutyczną. Rzecz ujmując w skrócie, żyjemy w coraz bardziej nieprzewidywalnym, chaotycznym, przeładowanym informacjami świecie. W konwencję kryminału wpisane jest, że zło zostaje ujawnione i najczęściej ukarane, co daje czytelnikowi namiastkę porządku. Pewnie część odbiorców tego potrzebuje i najpewniej stąd też po części bierze się tak wielka popularność tego gatunku w ostatnich latach.

KK: Zaginięcie powieściowego Mykoły, pięcioletniego Ukraińca, staje się przyczynkiem do wiwisekcji relacji polsko-ukraińskich. Jak pana zdaniem zdajemy – jako Polacy – egzamin wywołany najpierw przybyciem do kraju migrantów zarobkowych zza wschodniej granicy, a od 2022 roku sąsiadów uciekających przed pożogą wojny?

R.O.: Myślę, że zdajemy go dobrze. Potwierdzają to chociażby ostatnie wydarzenia, kiedy to na wieść o problemach z prądem i ogrzewaniem w ukraińskich miastach zorganizowano u nas zbiórkę pieniędzy chociażby na zakup generatorów prądu. Wciąż więc chcemy Ukraińcom pomagać. Inna sprawa, że w przestrzeni publicznej pojawia się ostatnio więcej treści antyukraińskich, zdarzają się też przypadki agresywnych zachowań wobec Ukraińców. W dużej części nakręcane jest to przez polityków, którzy grają antyukraińską czy w ogóle antyimigrancką kartą w nadziei, że skoczą im słupki poparcia w sondażach. To oczywiście podłe, ale dla mnie sfera polityki jest w dużej mierze krainą podłości.

Niestety łatwo tą antyukraińską kartą grać, bo dzielimy z Ukraińcami skomplikowaną, czasami bolesną, traumatyczną historię. Z moich obserwacji i znajomości wynika jednak, że generalnie Polacy i Ukraińcy całkiem dobrze się dogadują, układając sobie życie obok siebie czy ze sobą. W „Tylko wróć” starałem się pokazać relacje polsko-ukraińskie z różnych punktów widzenia, koncentrując uwagę jednak nie na kwestiach politycznych czy historycznych, tylko na zwykłej koegzystencji tych dwóch nacji na co dzień.

KK: Zaginięcie dziecka to dla rodziców wydarzenie z rodzaju doświadczeń granicznych. W jakim zakresie wszedł pan w to spektrum uczuć i emocji?

R.O.: Wcześniej zdarzało mi się pisać o osobach zaginionych, ale byli to dorośli. Zaginięcie dziecka to zupełnie inny kaliber sprawy i… emocji. Wystarczy nadmienić, że z tego, co wiem, nawet policjantów, którzy widzieli podczas służby wiele, zwykle wszelkie przestępstwa, których ofiarami są dzieci, mocno poruszają. Starałem się pokazać w „Tylko wróć” cały wachlarz emocji wywołanych zniknięciem małego dziecka. Oczywiście rozpacz matki, ale również niepokój innych ludzi. Na przykład głównego bohatera powieści, dziennikarza Kamila Łozińskiego, który prowadząc sprawę Mykoły, zaczyna więcej i intensywniej myśleć o własnej, dorosłej już córce. Także o swoim ojcostwie i zaniedbaniach wobec córki.

Nie należę do osób bardzo emocjonalnych, ale pisanie tej książki i mnie trochę „ruszyło”. Trudno, żeby było inaczej przy takim temacie. Najważniejsze dla mnie jest, że z tego, czego już zdążyłem się dowiedzieć od czytelników tej powieści, ich też ta historia nie pozostawia obojętnymi, wzbudza w nich silne emocje. Taki między innymi był mój cel.

"Tylko wróć", Robert Ostaszewski, Wydawnictwo Harde

KK: À propos Łozińskiego - czy pana doświadczenia dziennikarskie przydały się w kreacji tej postaci i rodzimego krajobrazu medialnego?

R.O.: Na pewno tak, chociaż żeby było jasne – nigdy nie byłem dziennikarzem śledczym jak protagonista. Pisząc do gazet, tygodników czy mediów elektronicznych byłem „panem od kultury”, zajmującym się przede wszystkim literaturą. Dzięki tej współpracy jednak poznałem świat dziennikarski od środka, nawiązałem liczne znajomości, a przy okazji śledziłem przemiany tego świata. Niestety, na gorsze, ponieważ czasy rzetelnego, obiektywnego dziennikarstwa powoli (a może nawet szybko…) odchodzą w przeszłość. Pewnie dlatego łatwo mi było stworzyć postać głównego bohatera jako dziennikarza. W mojej prozie kryminalnej do tej pory głównymi bohaterami byli policjanci czy prywatni detektywi. Chciałem to trochę zmienić (należę do pisarzy, którzy szybko się nudzą, więc szukam nowych rozwiązań), stąd więc pomysł, żeby pojawił się w moim kryminale dziennikarz. Po przejściach.

KK: Kamil Łoziński to istotnie doświadczony gracz. I życiowo, ale i zawodowo. Dziennikarz rasowy, oldskulowy, korzysta z dobrze uplasowanych osobowych źródeł informacji, dba o kontakty, umie rozmawiać z ludźmi i zaskarbiać sobie ich otwartość, ma solidny warsztat. Dokąd zaprowadzi nas proces zwijania się żurnalistyki i zastępowania jej modelem tworzenia materiałów prasowych bez opuszczania murów redakcji, bez jakiejkolwiek kwerendy, jedynie kompilowania tego, co jeden z drugim polityk, celebryta czy urzędnik popełnili zeszłej nocy w swoich social mediach? Jak widzi pan przyszłość tego zawodu?

R.O.: Przyszłość dziennikarstwa widzę raczej w ciemnych barwach, chociaż nie popadam z tego powodu w rozpacz. Świat po prostu się zmienia, więc niektóre zawody znikają albo ewoluują. Zmiany technologiczne, rozpanoszenie się social mediów czy funkcjonowanie w czasach postprawdy – wszystko to razem wzięte przeorało dziennikarski światek. Myślę, że tradycyjne dziennikarstwo oparte na filarach rzetelności i obiektywizmu coraz bardziej przestaje mieć rację bytu. W istnym tsunami newsów nie ma czasu na rzetelne opracowywanie tematów, bo zwyczajnie brakuje na to czasu. Obiektywizm „nie sprzedaje się”, bo staje się dla odbiorcy mniej atrakcyjny od wyrazistych opinii.

Nie czarujmy się, praktycznie nie ma już u nas obiektywnych mediów. Jedni tego już nawet nie ukrywają, inni – tak trochę, ale przecież nawet zwykły dobór podawanych informacji też jest swego rodzaju wyrazem opinii. Nie twierdzę przy tym, że tradycyjne, rzetelne dziennikarstwo zupełnie zniknie, tyle że pewnie będzie funkcjonowało gdzieś w niszy na obrzeżach dziennikarskiego światka. Tworzone przez pasjonatów dla pasjonatów.

KK: Protagonista opuszcza redakcję poczytnego tygodnika w stolicy i przenosi się do Legnicy. Skąd pomysł na wykorzystanie Zagłębia Miedziowego jako miejsca akcji powieści?

R.O.: Zawsze staram się szukać dla moich kryminalnych historii mało „zgranych” lokalizacji, a Legnica jest jeszcze dosyć słabo wykorzystana w rodzimej prozie kryminalnej. To raz. Dwa, pomysł na powieść z akcją w Legnicy wpadł mi do głowy trochę… przypadkowo. Wcześniej pisałem cykl opowiadań kryminalnych z aspirant Ritą Lewandowską, których akcja rozgrywa się głównie w Głogowie. Sporo wtedy jeździłem po Dolnym Śląsku, trafiłem też do Legnicy i pomyślałem: świetne miasto na kryminał. A trzy – staram się, by miasto w mojej prozie kryminalnej nie było tylko tłem akcji, ale stanowiło integralny składnik fabuły, „grało” w niej.

Legnica ze swoją skomplikowaną, momentami bolesną historią, Legnica, w której kwartały przepięknych secesyjnych kamienic sąsiadują z pozostałościami po stacjonującym tam przez dziesięciolecia garnizonie armii radzieckiej, jest nieoczywista. Tak samo jak nieoczywisty jest mój główny bohater, dziennikarz Łoziński.

Robert Ostaszewski/fotografia: Przemysław Poznański

KK: W ferworze dyskusji sięga on po cytat z kultowego już serialu „Peaky Blinders”. Co godnego polecenia ostatnio pan bindżuje?

R.O.: Taaaak, fakt, „Peaky Blinders” to wciąż mój ulubiony serial (śmiech). Oglądam sporo najróżniejszych seriali – wszelkich gatunków, rodzimych, europejskich, amerykańskich czy koreańskich. Dla przyjemności, ale także po to, żeby podpatrywać rozmaite patenty na prowadzenie akcji, kreowanie postaci itd. Często też wracam do seriali niemal już klasycznych. Ostatnio na przykład po raz kolejny obejrzałem sobie (z przyjemnością) wszystkie sezony serialu „Homeland”.

KK: Łoziński uważnie śledzi mecze Legii Warszawa. Pan też jest znany z upodobania do piłki nożnej. Jak więc pan ocenia poczynania naszej narodowej reprezentacji?

R.O.: W tym przypadku sprawa z Łozińskim też nie jest taka… oczywista (śmiech). Dziennikarz jest nie tyle zdeklarowanym kibicem piłki nożnej, co raczej zwyczajnym hazardzistą. Często obstawia zakłady sportowe, między innymi wyniki meczów rozmaitych lig, więc interesuje się piłką, bo inaczej trudno jest o wygraną.

Ze mną jest inaczej, bo w młodych latach byłem czynnym piłkarzem i sentyment do tego sportu pozostał mi do dzisiaj. Nadal oglądam sporo meczy, chociaż akurat występy naszej reprezentacji narodowej już nieregularnie. W ostatnich latach za dużo było w niej i wokoło niej zamieszania, dziwnych trenerów, afer. Teraz, po tym jak selekcjonerem został Jan Urban, zrobiło się jakby spokojniej, ale wciąż uważam, że tej reprezentacji daleko do normalności. Mamy sporą grupę bardzo dobrych czy dobrych piłkarzy, ale jakoś od lat nikt nie potrafi poukładać ich w solidnie grającą drużynę.

KK: Wróćmy jednak do pana książki. Finał powieści zostawia czytelników z kilkoma znakami zapytania. Planuje pan kontynuację?

R.O.: Celowo powieść „Tylko wróć” ma do pewnego stopnia otwarte zakończenie. Jedna zagadka zostaje rozwiązana, ale pojawiają się kolejne. Zdaję sobie sprawę, że niektórych czytelników irytują zakończenia otwarte. Będę jednak upierał się, że nomen omen otwierają one przed czytelnikiem możliwość włączenia się w kreowanie historii, oferując przestrzeń do uruchomienia przez czytelnika wyobraźni. Jednak nie będę ukrywał, że mam wymyślony dalszy ciąg tej historii, aż do ostatecznego wyjaśnienia losów zaginionego dziecka. Mam nadzieję, że powieść zostanie dobrze przyjęta przez czytelników, a wtedy pomyślimy z wydawcą o drugiej części tej historii.

Rozmawiał: Damian Matyszczak

Fotografia autora: Przemysław Poznański

Marta Matyszcza
Następna strona: Liczę na to, że mamy swoich agentów w otoczeniu Putina – wywiad z Robertem Michniewiczem Następna
  1. Jesteś tutaj:  
  2. Strona główna
  3. Wywiady
  4. Życie na emigracji to czerstwy chleb – wywiad z Klaudią Muniak

Popularne

  • Strona główna
  • Królowa jest tylko jedna – Agata Christie
  • Herkules Poirot
  • Lisbeth Salander
  • Pisarz, który igrał z ogniem – Stieg Larsson

Podobne

  • Robert Małecki, Najgorsze dopiero nadejdzie
  • Małgorzata Łatka, Kamfora
  • Wyniki konkursu wraz z Kamforą
  • Zgarnij Mroza
  • Konkurs wraz z Kamforą

Polecamy

  • Marta Matyszczak - Przepraszam, tu był trup
  • Marta Matyszczak, Kryminały pod psem
  • Marta Matyszczak, Kryminały z pazurem
Copyright © 2013-2026
Kawiarenka Kryminalna
Wszystkie prawa zastrzeżone
O nas Polityka prywatności Mapa strony Kontakt