Okładka Niepełni Anny Kańtoch.

Najnowsza powieść uznanej autorki literatury fantastycznej i kryminalnej stanowi zbiór misternie splecionych ze sobą trzynastu opowiadań. Z ponad dwustu stronic książki Anny Kańtoch emanuje spora dawka permanentnego niepokoju, a kadry z białym domkiem na zboczach beskidzkiej Matyski, gdzie rozgrywa się opisany w książce dramat, pozostają przed oczami jeszcze długo po skończonej lekturze.

“Niepełnia” to utwór eklektyczny gatunkowo – kryminał, ale i dreszczowiec z elementami fantastycznymi. Autorka bardzo sprawnie zbudowała świat przedstawiony. Klasyczna zbrodnia sąsiaduje tu z niedookreśloną metafizyką. Kańtoch uczyniła to minimalnym nakładem słów, starannie cyzelując tekst. Nie spotkamy tu rozbudowanych opisów, które niweczyłyby misternie utkaną, począwszy od pierwszego opowiadania, atmosferę strachu. Fabuła jest nader zawiła, choć z każdym opowiadaniem coraz więcej wątpliwości otrzymuje logiczne wytłumaczenie. Zakończenie zaskakuje, niemniej pozostawia czytelnikowi pole do interpretacji.

Losy bohaterów kolejnych opowiadań łączą się. Ich głównym spoiwem jest tajemniczy, zasypany śniegiem biały dom w Beskidach. W jego surowe wnętrza przenosimy się już w pierwszej historii, w której policja znajduje zwłoki kobiety. Zatrzymany na miejscu brat ofiary podejrzewa, że siostra targnęła się na swoje życie. Po przewiezieniu na odcięty od świata przez śnieżycę komisariat rozpoczyna swą opowieść, skonstruowaną niczym zagnieżdżone w sobie matrioszki. W jej kolejnych aktach poznajemy przypadek tajemniczego zaginięcia Marty, fotografa Jacka niepokojonego przez dziewczynę z czasów licealnych, czy pochodzącej z patologicznej rodziny krnąbrnej dziewczyny o jakże uroczym imieniu Dżesika.

Autorkę bardziej interesuje odpowiedź na pytanie, kim tak naprawdę są jej bohaterowie, niżeli kto zabił i dlaczego. Wszystkie historie zmierzają do frapującego finału, który przenosi czytelnika po raz wtóry do pierwszego opowiadania.

Biały dom skrywa też konstytuującą wywód “Niepełni” dramatyczną historię Słoneczka. Jest to nieakceptowane przez rodziców, trzymane w piwnicy domu dziecko o cechach hermafrodyty. Nie w pełni chłopiec, ni dziewczyna, staje przed nie lada dictum ze strony rodziców – musi wreszcie zdecydować się co do swej płci. Równolegle do głównego wątku snuje autorka rozważania o poznawaniu samego siebie, kim naprawdę jesteśmy, jakich wyborów dokonujemy i dokąd one prowadzą. Najnowszą powieścią Kantoch dotyka więc kwestii tożsamości płci i tak zdemonizowanego ostatnio terminu gender.

Stopień skomplikowania fabuły i mnożące się z każdą kolejną historią pytania zmuszają do zastanowienia jeszcze długo po zakończeniu lektury. Atmosfera nieustannie czającego się w pobliżu bohaterów niesprecyzowanego zła oraz narastające napięcie sprawiają, że czytelnik chłonie “Niepełnię” strona po stronie. A to najlepszy papierek lakmusowy rewelacyjnej pozycji książkowej.

Anna Kańtoch

“Niepełnia”

Powergraph

Warszawa, 2017

232 s.

Polecamy