Zdjęcie Lisy Gray - fot. Lisa Gray

"Wiele razy słyszałam, że jestem bardzo podobna do głównej bohaterki. Protestuję! Jessika jest fajniejsza, otwarta, ale też bardziej poturbowana przez życie niż ja. Nie sądzę również, bym kiedykolwiek mogła zamieszkać w przyczepie lub motelu. W przeciwieństwie do niej nie palę i wolę kieliszek wina od whisky. Obie mamy tatuaże, ale Jessica jest zdecydowanie bardziej barwną osobą niż ja!"

Kawiarenka Kryminalna: Jak wyglądała pani droga do powieściowego debiutu?

Lisa Gray: Zawsze chciałam zostać pisarką, choć nie wydawało mi się to perspektywiczną pracą. Gdy miałam jedenaście lat, zdecydowałam, że zostanę dziennikarką. Wyglądało to na dobry sposób na zarabianie na pisaniu. Nie miałam zamiaru podejmować tematu sportu. Stało się tak zupełnie przypadkiem. Niemniej tworzenie powieści zawsze pociągało mnie o wiele bardziej niż pogoń za newsami, udział w konferencjach prasowych czy przeprowadzanie wywiadów. Bardzo się cieszę, że teraz w całości mogę poświęcić się książkom.

KK: Doświadczenia zdobyte w redakcji sportowej przydały się w mordowaniu na kartach powieści?

L.G.: Nie jestem pewna, czy relacjonowanie meczów piłkarskich pomogło w wymyślaniu kryminalnych zagadek (śmiech). Gdybym wcześniej została detektywką, pewnie byłoby to znacznie bardziej przydatne!

Dziennikarskie szlify sprawiają jednak, że jesteś bardziej świadomym pisarzem. Uczą cię zwięzłości stylu i trzymania się deadline'ów.

KK: A dlaczego pani wybór padł akurat na kryminał?

L.G.: Piszę takie książki, jakie sama lubię czytać. Odkąd pamiętam, zaczytywałam się w kryminałach. Dużą frajdę daje mi wyjaśnienie zagadki: kto i dlaczego zamordował. To jak rozwiązywanie krzyżówek czy układanie puzzli. Pochłania mnie to bez reszty.

Mam nadzieję, że czytelnikom spodoba się rozwikływanie stworzonych przeze mnie łamigłówek.

KK: Urodziła się pani i wychowała w Szkocji. Dlaczego zdecydowała się pani umieścić akcję swoich książek w USA?

L.G.: Fabuły moich książek lepiej wpisują się w scenerię Stanów Zjednoczonych. Moja pierwsza powieść „We mgle" opowiada o prywatnej detektywce Jessice Shaw, która dowiaduje się, że od dwudziestu pięciu lat jest uznawana za osobę zaginioną. Wielka Brytania jest za mała, aby ktoś zaginął na tak długi czas i przez te wszystkie lata nigdy nie miał sposobności przeczytania o sobie w gazecie czy zobaczenia swojego portretu pamięciowego w telewizji. Przyjęłam, że bardziej realistycznym będzie, jeśli – dajmy na to – ktoś mieszka w Nowym Jorku i nagle dowiaduje się, że od lat jest poszukiwany przez policję w Kalifornii, gdzie – jak się okazuje – przyszedł na świat. Z kolei, „Ukryte" opowiada o kobiecie w celi śmierci, więc akcja też musiała być osadzona w Stanach Zjednoczonych. Poza tym mam słabość do amerykańskich thrillerów...

KK: Których?

L.G.: Zaczytuję się powieściami Michaela Connelly`ego i Lee Childa.

KK: Poszłaby pani z ich bohaterami na piwo?

L.G.: Tak! Wzniosłabym toast z Harrym Boschem i Jackiem Reacherem. Gdybym musiała wybrać jednego, padłoby na Reachera - chociaż myślę, że on wolałby wypić kawę niż piwo (śmiech)!

KK: „We mgle”, pani powieściowy debiut, błyskawicznie podbił listy bestsellerów. Czy czuła pani presję przy tworzeniu drugiego tomu serii?

L.G.: Nie, wtedy jeszcze nie, bowiem prace nad nią skończyłam, nim „We mgle" trafiło do księgarń. Za to ogromne napięcie pojawiło się przy trzeciej książce „Dark Highway", która miała premierę w listopadzie ubiegłego roku.

KK: Niedawno świat obiegła informacja o egzekucji Lisy Montgomery skazanej na karę śmierci za makabryczne zabójstwo. To pierwsza stracona w Stanach kobieta od 1953 roku. Te doniesienia medialne zbiegły się w czasie z premierą powieści „Ukryte" w Polsce. Czy historia opisana w książce była inspirowana prawdziwymi wydarzeniami?

L.G.: Tak, ale nie tą wspomnianą przez panią. Historię książkowej Rue Hunter wzorowałam na sprawie Amerykanów, którzy w latach 80. przyznali się do straszliwej zbrodni, mimo że nikt z nich nie pamiętał popełnienia czynu.

KK: Jakie jest pani stanowisko w kwestii kary śmierci?

L.G.: To trudne pytanie i nie znajduję dobrej odpowiedzi. Po prostu cieszę się, że to nie ja muszę wydawać tego rodzaju werdykty.

KK: W książce skrupulatnie opisuje pani procedury policyjne czy penitencjarne. Jak opracowała pani te zagadnienia? Z racji odległości geograficznej research był zapewne utrudniony?

L.G.: Nie zliczę już godzin, które spędziłam, wertując strony internetowe poświęcone procedurom policyjnym i kulisom pracy kalifornijskiej policji. Zaciekawiły mnie historie skazańców oczekujących w celach śmierci, zwłaszcza te dotyczące kobiet. Wciąż jestem pod wrażeniem reportażu, w którym zamieszczono materiał wideo z kamer w żeńskiej celi śmierci w opisanym w książce więzieniu dla kobiet Chowchilla.

Z powodu obostrzeń związanych z pandemią zostałam uziemiona w Szkocji. Z pomocą przyszła aplikacja Google Street View, w której godzinami przemierzałam ulice Los Angeles i pozostałe zakątki Kalifornii.

KK: Czy zamieszcza pani wątki autobiograficzne w swoich powieściach? Czy w ogóle to możliwe, by pisarz całkowicie uciekł przed takim zabiegiem?

L.G.: Cóż, kiedy tworzysz swoich bohaterów, nieuchronnie zaszczepiasz im jakieś elementy swojego charakteru…

Wiele razy słyszałam, że jestem bardzo podobna do głównej bohaterki. Protestuję! Jessika jest fajniejsza, otwarta, ale też bardziej poturbowana przez życie niż ja. Nie sądzę również, bym kiedykolwiek mogła zamieszkać w przyczepie lub motelu. W przeciwieństwie do niej nie palę i wolę kieliszek wina od whisky. Obie mamy tatuaże, ale Jessica jest zdecydowanie bardziej barwną osobą niż ja (śmiech)!

KK: Tak, Jessica to przebojowa detektywka, która mieszka w przyczepie i bez wahania pakuje się nawet w największą kabałę. Jak budowała pani tę postać?

L.G.: Niektóre recenzje opisują Jessikę jako osobę na wskroś zdemoralizowaną, ale myślę, że jest raczej prawdziwa niż zepsuta. Chciałam stworzyć postać nieidealną, z którą czytelnicy mogliby się utożsamiać. Oczywiście ma też kilka niezwykłych dziwactw, na przykład chęć ciągłego życia na walizkach. Jednak przez to jest interesująca. Chyba też za dużo pali i pije, ale z drugiej strony, jest bardzo zdeterminowana w dążeniu do prawdy, co – jak czytam i słyszę – czytelnicy bardzo doceniają.

KK: Inna bohaterka pani powieści, Megan, nuci piosenki Jona Bon Joviego, a ściany jej pokoju zdobią plakaty z bohaterami filmu „Top Gun”. Jakich idoli miała Lisa Gray?

L.G.: Również podkochiwałam się w Tomie Cruisie (śmiech)! I podobnie jak Megan miałam jego plakat na drzwiach sypialni. Tyle, że był z filmu „Koktajl". Dokładnie taki sam miał wisieć w pokoju Megan, ale jej historię osadziłam na przełomie lat 1986/87, a „Koktajl" wszedł do kin dopiero w 1988 roku. Dlatego trafił jej się Tom Cruise u boku Kelly McGillis w filmie „Top Gun"!

Ponadto byłam i nadal jestem wielką fanką filmów „Dirty Dancing" i „Grease".

KK: Co jest dla pani największą bolączką w procesie twórczym?

L.G.: Wpatrywanie się w pusty ekran komputera...

KK: A przyjemnością?

L.G.: Bardziej niż pisanie pierwszego szkicu powieści podoba mi się faza obróbki tekstu - poprawiania słów i zdań, które już wprowadziłam do komputera. Lubię też etap przygotowań i zbierania materiałów do fabuły.

KK: Podczas wizyty w więzieniu Chowchilla Jessica przypomina sobie kadry z serialu „Orange Is the New Black”. Lubi pani seriale? Które mogłaby pani polecić naszym czytelnikom?

L.G.: Właściwie to obejrzałam tylko kilka odcinków „Orange Is the New Black", ale rzeczywiście pasjami bindżuję seriale! Obejrzałam cały „Gambit Królowej" w jedną noc! Kto by przypuszczał, że szachy mogą być tak frapujące i wciągające. Polecam również „Night Stalker". To bardzo interesujący, a jednocześnie jeden z najstraszniejszych seriali o prawdziwych kryminalistach, jaki kiedykolwiek widziałam. Nie oglądajcie go w pojedynkę! Spodobała mi się też „Emily w Paryżu", bo to zabawna i lekka historia, która pozwala uciec od nieszczęść i okropności dziejących się teraz na świecie.

KK: Z racji pandemii w tym roku mieliśmy okazję także u nas w Polsce wziąć udział w festiwalu Bloody Scotland, ponieważ odbywał się online. Taka impreza w normalnych czasach to zawsze świetna okazja dla autorów, którzy całe miesiące spędzają w samotności nad klawiaturą, do spotkania z kolegami po fachu i czytelnikami. Czy bierze pani udział w takich imprezach i czy teraz nie brakuje ich pani?

L.G.: Od lat jeździłam na festiwale kryminalne Bloody Scotland i Harrogate jako czytelniczka. W roli pisarki wystąpiłam tylko na jednym: Bute Noir, który odbywa się na malutkiej wyspie niedaleko Glasgow. Choć to bardzo mała i kameralna impreza, to przyciągnęła wielkie nazwiska, takie jak Mark Billingham i Ian Rankin. Było to dla mnie niezwykłą nobilitacją. Wystąpiłam także w internetowym panelu w ramach zeszłorocznego Bloody Scotland i choć to świetna zabawa, to wprost nie mogę się już doczekać spotkań z ludźmi twarzą w twarz.

KK: Na rynku wydawniczym jest wielu znakomitych autorów pochodzących ze Szkocji właśnie i piszących o Szkocji. Mówi się nawet o specjalnym szkockim podgatunku kryminału: tartan noir. Czy ma pani w planach wpisanie się w ten nurt i umieszczenie akcji którejś z powieści w swoich rodzinnych stronach?

L.G.: Bardzo chcę napisać o Szkocji i szukam odpowiedniej historii. Przymierzam się do tego i myślę, że już wkrótce zrobię czytelnikom niespodziankę.

KK: Jako wieloletnią mieszkankę Glasgow i jednocześnie dziennikarkę sportową muszę panią zapytać o sympatie piłkarskie. Rangersi czy Celtic?

L.G.: Zdecydowanie Rangersi! Napisałam nawet książkę o tym klubie. Przy okazji tej rozmowy przypominałam sobie Polaków grających w Szkocji: Artura Boruca i Macieja Żurawskiego. Oglądałam ich grę, obaj byli bardzo utalentowanymi piłkarzami i wówczas bardzo popularnymi w naszej lidze.

KK: Na koniec wróćmy jeszcze do Jessiki. Finał książki przynosi jej sporo zawirowań. Co jeszcze ją czeka?

L.G.: W trzecim tomie serii „Dark Highway" Jessica stworzy duet (nie tylko zawodowy!) z prywatnym detektywem, Mattem Connorem. Zostaną wynajęci do znalezienia zaginionej artystki Laurie Simmonds, której kamper znaleziono porzucony dwa miesiące wcześniej na skraju autostrady pośród kalifornijskiej pustyni. W miarę postępów śledztwa wyjdzie na jaw, że również inne kobiety przepadły bez wieści w tych okolicach. Shaw i Connor będą musieli ustalić, co łączy te sprawy.

Mam wielką nadzieję, że również i polscy czytelnicy będą mieli szansę poznać dalsze losy Jessiki Shaw!

Rozmowę przeprowadziła: Marta Matyszczak

Fotografia: Lisa Gray.