Zdjęcie Przemysława Żarskiego - fot. Radosław Kaźmierczak

"Nie lubię kryminałów, w których największy nacisk kładzie się na drastyczne opisy, sadyzm. Interesuje mnie tajemnica, mrok, motywacje sprawców, cały ciąg przyczynowo skutkowy, który prowadzi do zbrodni i jej konsekwencji. Takie powieści, zaskakujące i zmuszające do refleksji, chciałbym pisać."

Kawiarenka Kryminalna: Ma pan na swoim literackim koncie dwie książki, obie to powieści kryminalne. Dlaczego sięgnął pan po ten gatunek? W czym upatruje pan przyczyn niezwykłej popularności literatury kryminalnej na polskim rynku wydawniczym?

Przemysław Żarski: Ciekawość pcha nas w miejsca, w które nie powinniśmy się wybierać. Kryminały są szansą na kontakt z czymś, na co w normalnym życiu byśmy się nie zdecydowali, próbą oswojenia strachu, konfrontacji z naszymi lękami. Uważam, że kryminał jest czymś w rodzaju baśni dla dorosłych. W normalnym życiu dobro nie zawsze triumfuje, w kryminale również, lecz wierzę, że podświadomie domagamy się sprawiedliwości, ukarania winnych, zadośćuczynienia. W kryminale to odnajdujemy.

KK: Akcję obu: najnowszego „Śladu” i wcześniejszego „Umweltu” osadził pan w Sosnowcu. Ukazuje pan jego szemrane zaułki, zakazane dzielnice. W stolicy Zagłębia trup ściele się gęsto, przepadają bez wieści młode kobiety, ulicami przemykają mordercy, w bagażnikach wozi się zwłoki. Jak literacką wersję miasta odbierają jego mieszkańcy?

P.Ż.: To scenografia, literackie płótno pod konkretną fabułę. Oczywiście miejsca, w których rozgrywa się akcja, istnieją naprawdę. Pozwalam sobie na zmiany, by uatrakcyjnić opowieść. Uważam, że czytelnicy są na tyle świadomi, że dostrzegają ten zamysł. Zastanawiałem się, czy nie przenieść fabuły w inne miejsce, ale chciałem osadzić ją w znanych sobie rejonach, w Sosnowcu, ale też w Katowicach czy Mysłowicach.

Śląsk jest obecny na kartach literatury kryminalnej, sądzę, że Zagłębie też zasługuje na taką promocję. To sposób na odczarowanie wizerunku miasta, regionu. Przykładem są skandynawskie kryminały, które ściągają na miejsce akcji książki tysiące turystów i czytelników, którzy chcą przechadzać się uliczkami, po których spacerują ich ulubieni bohaterowie, odkrywać miejsca, w których rozgrywa się akcja. Traktuję czytelników bardzo poważnie i wiem, że potrafią oddzielić fikcję od rzeczywistości, w końcu czytanie też wymaga uruchomienia wyobraźni.

KK: Przed panem opisywaniem kryminalnych historii w Sosnowcu zajmował się profesor Zbigniew Białas w „Korzeńcu”, „Pudrze i pyle” oraz „Talu”. Teraz pan skupił się na bliższych współczesności sensacyjnych opowieściach z Zagłębia. Dlaczego Sosnowiec to dobre miejsce do osadzenia kryminału?

P.Ż.: Czytałem powieści Zbigniewa Białasa i polecam je miłośnikom kryminałów retro. Ja skupiam się na teraźniejszości, więc są to inne historie. Znam miasto, wiem gdzie rozpisać poszczególne sceny, mimo, że w trakcie pisania odwiedzam je kilka razy, by sprawdzić detale. Niektóre zmieniam, dodaję nowe lokalizacje, po to, by zbudować klimat.

W Sosnowcu jest wiele punktów, które mają potencjał, by stać się miejscem akcji, są też takie, które w trakcie pisania lub podczas procesu wydawniczego znikają z mapy miasta, a w moich powieściach wciąż są obecne. Ulokowanie akcji w konkretnym miejscu tworzy więź między bohaterami i czytelnikami, dzięki temu łatwiej podążać ich śladem.

KK: Z kart „Śladu” przebija sentyment do lat 90. Pojawiają się na przykład pamiętne telewizory Funai, odtwarzacze Otake, kasety VHS. Co oglądał pan na wideo w tamtych czasach?

P.Ż.: Przede wszystkim kreskówki, ale także filmy akcji, które nie były wówczas tak dostępne jak dzisiaj, i horrory, które uwielbiałem. Myślę, że ten sentyment jest powszechny dla ludzi z mojego pokolenia, a mój główny bohater Robert Kreft jest w podobnym wieku do mnie. Lata 90. to okres mojej młodości, wracam do niego z sentymentem. Wypożyczalnie kaset, salony gier, filmy na taśmach VHS.

W „Śladzie” mamy tak naprawdę jedną, studniówkową noc z 1993 roku, ale w kolejnych odsłonach cyklu wrócę do tego okresu, on ma istotne znaczenie dla fabuły i życia protagonisty. Chcę przypomnieć go z perspektywy blisko czterdziestoletniego człowieka, choć wiemy, że pamięć bywa wybiórcza i dziurawa, dlatego szukam informacji o miejscach lub przedmiotach, pytam znajomych.

przemyslaw zarski main fot radoslaw kazmierczak

KK: Kaseta jest też kluczowym elementem intrygi „Śladu”. W poszukiwaniu eksperta, który mógłby ocenić stan nośnika, policyjni śledczy trafiają na teren mysłowickiej giełdy, gdzie w ostatniej dekadzie ubiegłego wieku pokątnie nimi handlowano. Pojawia się postać Ireneusza Mroczka, handlarza niegdyś mydłem i powidłem, a obecnie komisanta aut, przy sprzedaży których „Niemiec płakał”. Bardzo plastycznie i dokładnie opisuje pan te szczegóły i klimat tych transakcji. Jak wyglądał research do tej historii?

P.Ż.: Tak naprawdę, mimo upływu lat wciąż pamiętam ten specyficzny klimat. Będąc dzieckiem, byłem na giełdach, targach, pamiętam wymianę kaset z tekturowych pudełek, handel na rozłożonych kocach. Ktoś, kto pisze książki przez lata, nasiąka atmosferą miejsc, wydarzeń, gromadzi je w pamięci i wykorzystuje w razie potrzeby.

To może wydawać się dziwne, ale czasem specjalnie odwiedzam miejsca, które w ogóle mnie nie interesują, zgłębiam z pozoru nieistotne tematy i przechowuję je w głowie. Czerpię garściami z doświadczeń, rozmów z ludźmi. Oczywiście w razie potrzeby przechadzam się po mieście, słucham i przyglądam się ludziom. To najlepsza metoda.

KK: W „Śladzie” bohaterowie handlują też nieruchomościami. Ostatnio dużo słyszy się o flippingu czy patodeweloperce. Skąd pomysł na postacie pośredników Michała Hajduka i Artura Figasa oraz ich oryginalny patent na windowanie cen mieszkań?

P.Ż.: Zawsze znajdą się ludzie, którzy zwęszą okazję, by zarobić na czyjejś krzywdzie i nieświadomości. To nie jest specyfika branży, raczej pewien rys charakterologiczny. Nie weryfikowałem tej metody na rynku nieruchomości, ale przypuszczam, że są osoby, które nie wahałyby się przed tego typu działalnością. Chciwość, chęć zysku jest czymś, co napędza nas od tysięcy lat.

Wszystkie postacie w moich powieściach są fikcyjne, nie wzoruję ich na rzeczywistych osobach, o co często pytają mnie znajomi i czytelnicy. Co więcej, dostaję propozycje, żeby kogoś uśmiercić na kartach książki, albo dodać jakiś osobisty wątek do fabuły. Traktuję je z przymrużeniem oka.

KK: Nie oszczędza pan swoich bohaterów. Niemal wszyscy mają przeorane życiorysy, zniszczone związki, skomplikowane relacje rodzinne. Mocno też stawia pan na psychologizm. Czy warstwa psychologiczna postaci jest dla pana ważna przy tworzeniu fabuły?

P.Ż.: Tak, interesują mnie motywacje, konsekwencje, wybory, ciągłość zdarzeń. Każda decyzja powoduje konsekwencje, widać to w „Śladzie” i w kolejnych odsłonach cyklu chcę to przypominać. Warstwa psychologiczna, obyczajowa jest niezbędna, żeby zbudować wiarygodną fabułę, która nie zakończy się na jednej powieści, będzie się rozwijać.

Nie oszczędzam swoich bohaterów i to się nie zmieni. Nie chcę ciągnąć ich za rękę, nie pozwalam im wymknąć się spod kontroli, to ja decyduję, co czeka ich w dalszych częściach cyklu. Na nic zdadzą się protesty, choć czasem zaskakują mnie swoimi decyzjami, lubię sprawdzać dokąd ich to zaprowadzi. W każdym razie czekają ich krew, pot i łzy.

KK: Z kolei komisarz Kreft odbiega od stereotypowego powieściowego gliniarza. Trzyma nerwy na wodzy, stroni od alkoholu, szanuje współpracowników, ma ciekawą pasję. Lubi pan swojego bohatera? Pozwoli mu pan uporać się z traumą z przeszłości?

P.Ż.: Rzeczywiście, jestem znudzony klasycznymi bohaterami kryminałów, śledczymi nadużywającymi alkoholu, przemocy, używającymi wulgaryzmów zamiast przecinków. Robert Kreft jest normalnym facetem, który ma życie, pasje, potrafi pracować w zespole, mimo, że ma za sobą trudną przeszłość. Chcę, żeby ta postać ewoluowała, żeby czytelnik dostrzegał w nim zmianę, wynikającą z wydarzeń, które odciskają na Krefcie piętno.

Lubię go, bo jest człowiekiem z krwi i kości, nie tworzyłem na siłę kogoś, kto spodoba się czytelnikom, nie udziwniałem go, nie nadałem mu supermocy. Kibicuję mu, ale lubię poddawać swoich bohaterów próbom i w tym przypadku będzie tak samo. Dotyczy to nie tylko Krefta, ale i Urygi, bo nie chcę, by ten cykl opierał się wyłącznie na Robercie.

KK: Bohaterowie „Śladu” to nałogowi kawosze. Czytelników Kawiarenki Kryminalnej zainteresuje pewnie odpowiedź na pytanie o pana ulubiony rodzaj kawy i zwyczaje związane z jej przygotowaniem i piciem.

P.Ż.: Lubię kawę, piję ją raz, dwa razy dziennie. Najczęściej czarną, choć moją ulubioną jest Flat White. Latem nie przepadam za piciem gorących napojów, dlatego ratuję się kawą mrożoną. Za to nie znoszę kaw smakowych.

KK: Czyta pan kryminały?

P.Ż.: Oczywiście, że tak. Ostatnio rzadziej, gdyż podczas pisania lubię czytać książki z innej literackiej półki. Zwykle są to biografie i literatura piękna. Gdy mój umysł nie jest przeciążony wymyślaniem kryminalnych intryg, czytam kryminały albo opowieści grozy. Mam wielu sprawdzonych autorów. W przypadku kryminału to Jo Nesbo, Jean-Christophe Grange, Val McDermid, Peter James. Żałuję tylko, że ze względu na tworzenie nowej fabuły mam zdecydowanie mniej czasu na czytanie.

Nie lubię kryminałów, w których największy nacisk kładzie się na drastyczne opisy, sadyzm. Interesuje mnie tajemnica, mrok, motywacje sprawców, cały ciąg przyczynowo skutkowy, który prowadzi do zbrodni i jej konsekwencji. Takie powieści, zaskakujące i zmuszające do refleksji chciałbym pisać.

KK: Zafundował pan swoim bohaterom zaskakujący finał. Kiedy poznamy dalsze losy Roberta Krefta i Błażeja Urygi?

P.Ż.: Mam nadzieję, że jeszcze w tym roku. Cały czas pracuję nad kontynuacją, jednak zależy mi na tym, by powieść była dopracowana, spójna i wszystkie fabularne puzzle ułożyły się w satysfakcjonującą całość. Dopiero wtedy wypuszczę ją z rąk i zaproponuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

Ten cykl jest wstępnie planowany na trzy odsłony, druga jest pomostem między „Śladem” i finałową częścią, dlatego muszę precyzyjnie rozłożyć akcenty. Mimo, że znam kręgosłup fabularny powieści, wciąż szukam nowych rozwiązań, tasuję wątki i zmieniam rozwiązania. Wszystko dla dobra historii.

Rozmowę przeprowadził: Damian Matyszczak.
Fotografie: Radosław Kaźmierczak

Przemysław Żarski - absolwent Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Śląskiego. Reporter TVP Katowice, dziennikarz, a od 9 lat pracownik Biura Prasowego Urzędu Marszałkowskiego Województwa Śląskiego.
Miłośnik i znawca sportu, a zwłaszcza koszykówki i piłki nożnej. Tę drugą dyscyplinę przez ponad dekadę czynnie uprawiający. Wolny czas spędza z rodziną, najchętniej w górach. Na co dzień słucha rocka, czyta kryminały i komiksy. (mat.wyd.).