Zdjęcie Madsa Pedera Nordbo.

Mógłbym żyć z pisania, a kiedy przyszedłby na mnie czas, położyłbym się na szczycie lodowca i w ten sposób odciążył niewydolną grenlandzką służbę zdrowia.

Kawiarenka Kryminalna: W Polsce za oknem obserwujemy już pierwsze oznaki nadchodzącej zimy. Po długim i ciepłym lecie trudno przyzwyczaić się do deszczu i porannych przymrozków. A jaka pogoda za pana oknem w stolicy Grenlandii?

Mads Peder Nordbo: W tej chwili w Nuuk temperatura wynosi jeden stopień powyżej zera. I sypie śnieg. A zima? Cóż, to najbardziej spektakularny element pejzażu Grenlandii. Kocham te niekończące się ciemne zimowe dni.

KK: Nasze polskie rozterki pogodowe muszą zatem brzmieć dla pana niczym słaby dowcip. Jak radzą sobie mieszkańcy Arktyki? Rozumiem, że jesteście w ciągłej gotowości i, w przeciwieństwie do polskich drogowców, zima waszych nie zaskakuje?

M.P.N.: (śmiech) To prawda. Zima i w ogóle klimat na wyspie są bardzo ostre. Myślę, że najważniejszą lekcją do odrobienia już w pierwszych chwilach po przybyciu na Grenlandię jest nabranie pokory wobec pogody. W dużo większym stopniu niż gdy mieszka się w Danii czy w Polsce. Wyspa to ogromne niezamieszkałe obszary, bez osad, jakiegokolwiek schronienia. Nie mówiąc już o takich luksusach jak dostęp do Internetu. Życie w takich warunkach wyrabia duży szacunek dla sił przyrody. Tutaj musimy być ciągle gotowi na załamanie aury. Niemniej, jeśli wybierasz to miejsce do życia, musisz lubić zarówno mróz, jak i śnieg.

Grenlandia Madsa Pedera Nordbo.

Grenlandia Madsa Pedera Nordbo, autora "Zimnego strachu".

KK: W wyobrażeniach przeciętnego Europejczyka Grenlandia to obszar niemal nieskalany ludzką stopą, zamieszkany głównie przez niedźwiedzie polarne. W swojej kryminalnej serii kreśli pan obraz miejsca niezwykle surowego i nieprzyjaznego przybyszom. A jak pana przyjęła społeczność gminy Sermersooq, gdy przyjechał pan tam z Danii?

M.P.N.: Grenlandię zamieszkuje zaledwie pięćdziesiąt pięć tysięcy mieszkańców, a przypomnijmy, że jej terytorium jest większe niż Francja, Wielka Brytania, Niemcy i Polska razem wzięte. Około osiemdziesięciu procent wyspy skuwa lód. Większość obszaru jest dziewicza, a te zamieszkane dzielą jeden od drugiego setki kilometrów.

To jednocześnie piękne, ale i trudne do życia miejsce. Dla rdzennych mieszkańców najważniejszą rzeczą jest szacunek. Jeśli go im okażesz i zobaczą, że kochasz ich ojczyznę, tutejszą kuchnię, odpowiedzą ci także respektem. Oczywiście przełamywanie, nomen omen, lodów musi chwilę potrwać. W przeszłości bowiem czuli się wykorzystywani. Jeśli zobaczą, że jesteś autentyczny, nie udajesz kogoś, kim nie jesteś, zaakceptują cię.

Dużo trudniejszą kwestią są przemoc, gwałty i morderstwa, do których dochodzi wśród Grenlandczyków. To tutejsze tematy tabu. W swoich książkach przełamuję tę lokalną omertę. Spodziewałem się więc odrzucenia z ich strony. A było zupełnie odwrotnie.

KK: Czuje się pan bezpiecznie na Grenlandii?

M.P.N.: Pragnę uspokoić czytelników – tu jest bezpiecznie. Prawie wszystkie wspomniane już patologiczne zachowania zachodzą między rdzennymi mieszkańcami wyspy. Paradoksalnie, czuję, że moja nastoletnia córka jest tutaj bardziej bezpieczna, niż gdy mieszkaliśmy na Fionii. Turysta może zupełnie bez obaw poruszać się po Grenlandii. No chyba, że celowo szuka draki.

KK: Dzięki pana kryminałom świat dowiedział się o przestępczym obliczu wyspy. Czy od premiery “Dziewczyny bez skóry” coś się zmieniło w tej kwestii?

M.P.N.: Zauważam większe zainteresowanie problemem. Dzieje się to także dzięki innym artystom grenlandzkim zabierającym głos w tej sprawie. Wiem, że rdzenni mieszkańcy również pragną poprawy sytuacji, ale to wymaga zmiany tak sposobu myślenia, jak i norm kulturowych. Te nie zmienią się z dnia na dzień, ale wszystko zmierza w dobrą stronę.

Na Grenlandii Madsa Pedera Nordbo, autora "Dziewczyny bez skóry".

Zachód słońca w Grenlandii.

KK: Przeprowadzka była dla pana koniecznością czy może niepowtarzalną okazją?

M.P.N.: Okazją i jednocześnie sporym wyzwaniem. Życie w Arktyce, z jej długimi zimami, w osadach otoczonych wysokimi górami i lodowatym morzem, obcowanie z morderczymi żywiołami przyrody, zmieniły moje postrzeganie świata.

Jak wspominałem, Grenlandia to olbrzymie, zupełnie puste połacie bez śladów cywilizacji. Takie sąsiedztwo w naturalny sposób wpływa na jakość życia, również pisania. Przenosiny były dla mnie darem niebios. Okazało się, że pokochałem życie w Arktyce i jeszcze odnoszę sukcesy pisząc o tym.

KK: Nigdy nie odwiedziłem Nuuk, ale wyobrażam sobie, że to miejsce, w którym diabeł mówi dobranoc. Jak, nie przymierzając, w brytyjskim serialu “Fortitude” czy islandzkim “W pułapce”.

M.P.N.: Myślę, że „W pułapce” jest dobrym punktem odniesienia. Także norweski “Potwór”. Niemniej bohaterowie obu tych seriali mają do dyspozycji utwardzone drogi. My na Grenlandii nie używamy tak zaawansowanej technologii (śmiech).

KK: Ma pan jakieś specjalne nawyki związane z pisaniem?

M.P.N.: Nie sporządzam ścisłego harmonogramu czasowego prac. Po prostu piszę. Nałogowo spaceruję i rozmyślam, a po powrocie przelewam pojawiające się pomysły na papier. No i uwielbiam mroźne powietrze – im zimniejsze tym lepsze. Jeśli jest już tak zimno, że oddychanie zaczyna sprawiać mi ból w płucach, jestem przeszczęśliwy.

KK: Jak powstają stworzone przez pana postacie literackie?

M.P.N.: Zawsze staram się, by przypominały znane mi osoby: moich przyjaciół, kolegów z mojego otoczenia czy pracy. Opisywane przeze mnie zabójstwa są przeważnie fikcyjne, natomiast resztę pokazuję tak, jak to widzę na co dzień w Grenlandii. Protagonistka moich kryminałów jest sklejona z życiorysów dwóch osób, które znam. Świadectwa koszmarów, które spotkały ich w dzieciństwie, stały się kanwą losów Tupaarnaq. No i naturalnie, często czerpię z doświadczeń własnych i mojej rodziny.

KK: Najtrudniejszą do napisania sceną z “Zimnego strachu” była…

M.P.N.: … ta końcowa z udziałem Tupaarnaq. Nie zdradzając zbyt wielu szczegółów, powiem, że w finale ta postać dokonuje - uwzględniając jej dotychczasowe przeżycia - rzeczy wręcz niemożliwej. Kosztowne psychicznie są sceny znęcania się nad dziećmi i opisy gwałtów. To zawsze mnie przybija. Jestem wyczulony na punkcie przemocy wobec kobiet i najmłodszych, stąd stała obecność tego tematu w moich książkach.

Mads Peder Nordbo.

Lodowce na Grenlandii.

KK: Pana trik na pisanie dobrych kryminałów?

M.P.N.: Detalicznie opracowany plan akcji z podziałem na rozdziały. On zresztą dojrzewa z czasem. Zmieniam na przykład uprzednio wybrane lokacje. Bardzo lubię, gdy moje historie żyją własnym życiem i ewoluują w trakcie pisania.

KK: Kto zainspirował pana do sięgnięcia po pióro?

M.P.N.: Może wyjdę na wariata, ale był to Karol Darwin. Gdy miałem dziewięć lat, dostałem pod choinkę książkę “O powstawaniu gatunków”. Jej lektura dostarczyła mi tylu inspiracji, że od tamtej pory chciałem już tylko snuć opowiadania na każdy temat.

KK: Czy po kilku latach pobytu na północy nie tęskni pan za Danią? Gdzie żyje się lepiej?

M.P.N.: Jeśli masz rodzinę, to bez wątpienia w Danii. Na Grenlandii systemy edukacji czy opieki zdrowotnej są raczej kiepskie, a oferty pracy dla młodych ludzi bardzo ograniczone. Nie powinno to jednak nikogo powstrzymywać od przeprowadzenia się tutaj choćby na kilka lat. W zamian jest dużo innych korzyści. Gdyby nie rodzina, to prawdopodobnie osiadłbym tutaj na zawsze. Mógłbym żyć z pisania, a kiedy przyszedłby na mnie czas, położyłbym się na szczycie lodowca i w ten sposób odciążył niewydolną grenlandzką służbę zdrowia. Nie jestem jednak na tym świecie sam, a moja córka przewidziała mi, że dociągnę setki.

KK: Wiem, że namiętnie eksploruje pan opuszczone osady, których na pęczki na Grenlandii.

M.P.N.: Uwielbiam opisaną zarówno w “Dziewczynie...”, jak i w mojej najnowszej książce opustoszałą wioskę Færingehavn. Jest jednocześnie zachwycająca i przerażająca. Kiedy stoisz pośrodku takiego porzuconego miejsca, daleko od najbliższej ludzkiej osady, mocno przeżywasz fakt własnego istnienia. Dojmuje świadomość, że na tym odludziu jesteś zdany wyłącznie na siebie. Jeśli stanie ci się coś złego, prawdopodobnie zostaniesz tam już na zawsze.

Odwiedziłem również kilka ruin osad Wikingów. Byłem pod wrażeniem przenikającej ciszy. To niesamowite uczucie usiąść w miejscu, do którego przed wiekami ówcześni ludzie zdołali dotrzeć w swoich ręcznie konstruowanych łodziach.

Grenlandia.

Na Grenlandii jest też zielono.

KK: Ma pan ulubionych pisarzy kryminałów?

M.P.N.: Powiedziałbym, że Jo Nesbø i Jean-Christophe Grangé.

KK: Czytelnicy Kawiarenki Kryminalnej z pewnością chcieliby wiedzieć, czy jest pan wielbicielem małej czarnej.

M.P.N.: Owszem! Nie będę oryginalny, jeśli powiem, że moją ulubioną jest… kawa po grenlandzku! To tradycyjna kawa wzmacniana whisky, likierami Kahlua i Grand Marnier, udekorowana bitą śmietaną. Kubek tego napoju to Grenlandia w pigułce.

Whisky reprezentuje surowość tutejszych mężczyzn, myśliwych, polowań i klimatu. Kahlua to przyjemniejsza twarz wyspy: łagodne kobiety, miłe oku krajobrazy i unikatowa fauna. A na koniec proszę sobie wyobrazić ludzi przemierzających zimne i ciemne noce polarne - to reprezentuje kawa. Bita śmietana na jej wierzchu jest analogią wszechobecnych tutaj lodowców. Płonący Grand Marnier symbolizuje zorzę polarną. Czy do szczęścia trzeba czegoś więcej?

KK: Mmm… Może piwa? Tylko z kim wypite?

M.P.N.: Zdecydowanie z Wilhelmem z Baskerville z “Imienia róży” Umberto Eco. Jeśli filiżanka herbaty, to z Sherlockiem Holmesem, a randka tylko z Elżbietą Bennet z “Dumy i uprzedzenia” Jane Austen.

Na Grenlandii.

KK: Kiedy możemy się spodziewać dalszych przygód Matthew i Tupaarnaq?

M.P.N.: Już wkrótce. Piszę trzecią część i przypuszczam, że ukaże się latem przyszłego roku. Mam nadzieję, że i tym razem polskie wydanie pojawi się nakładem Wydawnictwa Burda.

Przy okazji chcę podziękować polskim czytelnikom i przyznać się wam do czegoś. Otóż, zakochuję się w Polsce coraz bardziej i nawet myślę o przeprowadzce do waszego kraju. Ale mam jeden warunek: muszą tam być góry i śnieg.

Wywiad przeprowadził Damian Matyszczak.

Zdjęcia z archiwum prywatnego autora.

Nordbo Mads Peder - (ur. 1970) – duński pisarz, od kilku lat mieszkający na Grenlandii. Zajmował się między innymi badaniem run i historii języka. Pierwszą powieść wydał w 2012 r. Na co dzień pracuje w ratuszu w grenlandzkim miasteczku Nuuk, dzięki czemu wie wszystko o warunkach socjalnych małej arktycznej społeczności oraz sytuacji politycznej regionu. W “Dziewczynie bez skóry” i „Zimnym strachu” doskonale opisał klimat tego miejsca i charakter mieszkańców. (mat. wyd.)