Okładka Domu bez klamek Jędrzeja Pasierskiego.

Pojawił się nowy, mocny gracz na rynku rodzimych literackich kryminalistów. „Dom bez klamek” Jędrzeja Pasierskiego to przyzwoity debiut. I choć osadzonych w stolicy powieści gatunku było już multum, ta znalazła swoje oryginalne miejsce w tym szeregu. Z pewnością będę kontynuować przygodę z podkomisarz Niną Warwiłow.

W Weseliskach pod Warszawą stoi zrujnowany zakład psychiatryczny. Jeden z pacjentów zostaje brutalnie zamordowany. Podejrzani stają się inni chorzy oraz personel. Sprawa zostaje przydzielona podkomisarz Ninie Warwiłow. To bezkompromisowa śledcza obdarzona niezwykłą intuicją. Będzie miała jednak twardy orzech do zgryzienia, ponieważ tropy się mnożą, a do tego niejeden chce utrudnić dochodzenie.

Czy zatem zabójstwo to po prostu efekt działania osoby zaburzonej psychicznie? Czy może plon dramatycznych wydarzeń sprzed lat? Do końca nie wiadomo, kto tu jest kim i jaki ma udział w tragedii. Początkowo fabuła zapowiada się na typową zagadkę zamkniętego pokoju: mamy zamknięty krąg podejrzanych, wśród których jest morderca. Z biegiem akcji formuła ta jednak się rozmywa.

Jędrzej Pasierski porządnie skomplikował intrygę, siejąc fałszywe tropy i koncertowo wodząc czytelnika za nos. Choć mam wrażenie, że nieco się w tym zagalopował, prezentując rozwiązanie typu deus ex machina, czyli pojawiające się znikąd. Jednym słowem – autor nie dał szansy czytelnikowi na samodzielne rozwiązanie zagadki. Mylnych wskazówek zostawił mnóstwo, ale tych prawdziwych poskąpił.

Pasierski pochodzi z warszawskiej Pragi, wciąż tam mieszka, pewnie więc dlatego tak znakomicie i z miłością opisał tę pełną sprzeczności dzielnicę. Lokalny koloryt miejsc, w których osadzona jest akcja kryminałów, jest dla mnie bardzo ważny. W dużej mierze po to po nie sięgam, by zaznajomić się z kolejnym kawałkiem świata. Pasierski udowadnia, że autorzy kryminałów wspaniale wpisują się w tę poznawczą funkcję literatury.

Pisarz traktuje poważnie swojego czytelnika. Wykonał porządny research, zarówno jeśli chodzi o zagadnienia psychiatryczne, jak i meandry policyjnego rzemiosła. Nina Warwiłow to bohaterka z krwi i kości, jak na kryminał przystało, po przejściach, a raczej w trakcie przejść. Jej życie prywatne jest w jeszcze gorszym stanie niż to zawodowe. A rosyjskie wpływy nadają jej oryginalny charakter. To postać, za którą czytelnik mocno trzyma kciuki.

Nina, jako kobieta, w policyjnym środowisku ma pod górkę. Dyskryminacja aż świszczy, choć głównie sprowadza się do bezpośrednich stwierdzeń: „Nie nadajesz się do tej roboty, bo jesteś kobietą”.

Autor zadbał też o zróżnicowanie językowe powieści. Dopasował styl mowy do poszczególnych bohaterów (ubawił mnie sposób wypowiedzi gangstera, którego Warwiłow odwiedza w więzieniu).

Ciekawi mnie nieco kilkukrotnie pojawiające się stwierdzenie: „Wyglądał (posterunkowy, prokurator) jakby był z prowincji”. Czyli jak? Miał coś specyficznego na czole, czego nie ma żaden mieszkaniec Warszawy?

Jędrzej Pasierski pisze bardzo obrazowo i potrafi przemówić do emocji czytelnika. Wciąż nie mogę się otrząsnąć po widoku okaleczonych książek w jednej z warszawskich knajp.

W zalewie kryminalnych nowości łatwo przeoczyć dobrze rokujących autorów. Dlatego proszę, nie przepuśćcie Pasierskiemu, bo ominie Was dobra lektura.

Jędrzej Pasierski

„Dom bez klamek”

Wydawnictwo Czarne

Wołowiec, 2018

344 s.

Polecamy