Zdjęcie książki Bezcenny.

Czasem mam wrażenie, że niektórzy recenzenci mają czytelnika za idiotę. Za pozbawioną mózgu amebę, której można wcisnąć wszelki kit. Powie się takiemu cielakowi: „nie rusz” i on już po wskazaną książkę nie sięgnie. Wychwali się badziew pod niebiosa, czytelnik wykupi cały nakład. Śpieszę jednak zasmucić krytyków - a może powinnam powiedzieć – krytykantów. Nawet czytelnicy kryminałów mają swój rozum i paszkwilami się nie sugerują.

Bo właśnie słowo „paszkwil” ciśnie mi się na usta, po przeczytaniu recenzji Bezcennego Zygmunta Miłoszewskiego autorstwa Dariusza Nowackiego, zamieszczonej w Gazecie Wyborczej. Autor, kolokwialnie mówiąc, przejechał się po najnowszej powieści Miłoszewskiego jak po łysej kobyle. A bezsprzecznie należne pisarzowi słowa uznania za Uwikłanie i Ziarno prawdy Nowackiemu wydają się przechodzić przez gardło z trudem i zgrzytaniem zębów.

Książka może się oczywiście nie podobać – każdy ma ku temu prawo. Jednak jeżeli największa ogólnopolska gazeta zamieszcza recenzję powieści najbardziej uhonorowanego polskiego autora kryminałów – bo też jak dotąd jako jedyny Miłoszewski otrzymał dwukrotnie Nagrodę Wielkiego Kalibru – to wypadałoby zadbać, by była ona rzetelna.

Owszem, można wyłapać w Bezcennym kilka literówek, nawet pomylone imię bohaterki, pewien pośpiech w przygotowaniu książki widać. Jednak czytając przemyślenia krytyka Wyborczej ma się nieodparte wrażenie, iż usiadł on nad powieściąz ołówkiem w ręku i czyhał na błędy. Trzeba przyznać, trudu włożył wiele, by wytropić powtórzenie tej samej sentencji po...dziewięćdziesięciu stronach. Skandal to, doprawdy.

Bezcenny jest słabszy od powieści o prokuratorze Szackim, to fakt. Ale też pewnie inny zamysł towarzyszył powstaniu tej książki – miała być rozrywka i jest rozrywka. Moim zdaniem, wysokich lotów. Zarzut, iż w thrillerze, którym jest powieść Miłoszewskiego, jest za dużo akcji, jest po prostu śmieszny. Że to literatura schematyczna? No pewnie, że schematyczna, bo i taka ma być. Thriller czy kryminał to gatunki, które żądzą się swoimi prawami, i jeżeli komuś one nie odpowiadają, to niech po prostu nie czyta thrillerów i kryminałów.

Prawie pięciuset stronicowa powieść uboga jest w słowa? Znaczy, co? Składa się z rysunków? Twierdzenie, że to literatura dla licealistów jest zwykłą, nieuzasadnioną złośliwością. A już zamieszczanie w recenzji spoilerów i psucie czytelnikom przygotowanej przez autora niespodzianki jest zwykłym brakiem profesjonalizmu.

Recenzent biadoli, iż: „jeżeli tak wygląda polska proza rozrywkowa z najwyższej półki, to aż strach zapytać, jak musi wyglądać średnie wykonawstwo. Jednooki królem wśród ślepców? Na to by wychodziło”. Radziłabym poczytać twórczość tych „ślepców”, a dopiero potem obrażać chociażby tak docenionych autorów jak Marcin Świetlicki, Gaja Grzegorzewska, Marcin Wroński czy Marek Krajewski. Zwyczajnie nie wypada.

Skąd ta niechęć, ten jad i zacietrzewienie? Sam się pan Nowacki tak zeźlił, czy ktoś mu kazał zasiąść z owym ołóweczkiem i podkreślać? Zawiść aż kipi i wypala w stronicach Wyborczej dziury. Mamy znakomitego autora podbijającego zagraniczne rynki wydawnicze, docenianego nawet przez Publishers Weekly. To co należy zrobić? Wesprzeć go? Chwalić się nim? Cieszyć z sukcesu? Nie! Dokopać! Jakie to polskie.

Autor recenzji twierdzi, iż Miłoszewski Bezcennego nie napisał, a „machnął”. Sobie i Państwu życzę, żeby inni potrafili tak „machać” swoje powieści.